Nie rozumiem /własnego/ procesu wyobrażania – chociaż wiem, że jestem na jego łasce. Czuję, że pomysły unoszą się w powietrzu i wybierają mnie, aby się we mnie osiedlić. One przychodzą do mnie, nie tworzę ich z własnej woli. Przychodzą do mnie w trakcie swego rodzaju kontrolowanego snu na jawie, wyreżyserowanej zadumy. To może to mieć coś wspólnego z dyscypliną pisania tekstów reklamowych (co robiłem przez wiele lat), gdzie związane z tym ograniczenia stanowią znaczny bodziec dla wyobraźni.
Projekt szeleszczący celofanem frazesu (…)