Natknąłem się na krytykę literacką w "Kenyon Review" i "Sewanee Review", i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu teksty te wydawały mi się całkiem niezłe, gdy nie jadłem od kilku dni. Chodzi chyba o poczucie powściągliwości, lubię też zapach nieczytanych stron i ten miękko-twardy język, połączenie jednego z drugim, jakby naprawdę wiedzieli, co się dzieje, i potrafili rozprawiać o tym zza fasady łagodnej postawy i uczoności. Co za muzykalny i skuteczny język! I jakie miłe sposoby wbijania noża!
