Muszę usiąść. Przeklęta izdebka, pomyślał, oby spłonęła w czasie najbliższej burzy, trafiona piorunem. Przeklęty brak mebli, dwóch głupich krzeseł i stołu, który dzieli, przez który tak łatwo i bezpiecznie się rozmawia, można nawet trzymać się za ręce. A ja muszę usiąść na senniku, muszę poprosić ją, by usiadła przy mnie. A wypchany grochowinami siennik jest niebezpieczny, stamtąd nie można się niekiedy wywinąć, wykonać uniku...
- Usiądź przy mnie, Essi.
Usiadła. Z ociąganiem. Taktownie. Daleko. Za blisko.
Wracając do spekulacji: muszę podejmować ryzyko, żeby osiągać jakieś efekty.
Muszę powiedzieć jedno, że ładnie to wygląda.