- Ciri była okropnie ubrudzona. Musiałem ją rozebrać...Nie broniła się, nie krzyczała. Dygotała tylko, oczy miała zamknięte. Ilekroć jej dotknąłem, by umyć lub wytrzeć, prężyła się i sztywniała...Wiem, trzeba było mówić do niej, uspokajać...Ale nagle nie mogłem znaleźć słów w waszym języku...W języku mojej matki, który znam od dziecka. Nie mogąc znaleźć słów, chciałem uspokoić ją dotykiem, delikatnością...Ale ona sztywniała i kwiliła...Jak pisklę...
- To ją prześladowało w koszmarach - szepnął Geralt.
- Wiem. Mnie też.