Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty amerykańskich poetów

Zobacz listę poetów

Zobacz listę amerykańskich poetów

Powiązane tematy: poezja

Poeci wg. narodowości

Potrzeba nam pojedynczego bohatera, który stanie po stronie przegranych, Don Kichota od wiatraków, tu i teraz, a jak już nam się będzie wydawało, że go znaleźliśmy, to później zobaczymy, że łamie się chlebem z wrogiem, uśmiecha, uchyla kapelusza, jakby myślał, że skończeni z nas głupcy, bośmy w niego uwierzyli, no i skończonymi głupcami jesteśmy.

Wymysł plus prawda równa się Sztuka.

Większość ludzi w wieku dwudziestu pięciu lat jest skończona. Cały naród cholernych dupków, którzy prowadzą auta, jedzą, mają dzieci i wszystko robią najgorzej jak tylko można – chociażby to, że w wyborach prezydenckich głosują na tego kandydata, który najbardziej przypomina ich lustrzane odbicie.

Większość zaczyna tak samo. Mam na myśli Poetów. Zaczynają dość dobrze. Są odizolowani i bagatelizują słowa, bo ze strachu mniej lub bardziej tracą rozum, są naiwni. Na początku mają w sobie pewną zapowiedź. Potem zaczynają odnosić sukcesy. Wygłaszają coraz więcej odczytów, spotykają innych sobie podobnych. Rozmawiają ze sobą. Zaczynają uważać, że mają głowę na karku. Wypowiadają się na temat rządu, duszy, homoseksualizmu, ekoogrodnictwa...i tak dalej...Znają się na wszystkim oprócz instalatorstwa wodno-kanalizycyjnego, a przecież powinni się na nim znać, bo produkują gówno.

Wiedziałem, że jestem dość dobrym pisarzem, ale nie było jak tego sprawdzić. Robiłem błędy ortograficzne i miałem (wciąż mam) problemy z gramatyką ale czułem, że coś robię lepiej od nich: znakomicie przymieram głodem.

W rzadkich chwilach jestem artystą [...] przez większość czasu jestem nikim.

Pamiętam tam takie stwierdzenie Whitmana: "aby mieć świetnych poetów, potrzebujemy świetnych czytelników". wiesz, zawsze miałem Whitmana za lepszego od siebie, o ile to cokolwiek znaczy, ale tym razem uważam, że powinien był powiedzieć na odwrót, czyli: "aby mieć świetnych czytelników, potrzebujemy świetnych poetów".

upadłem na ulicę pełną szczurów, zużytych prezerwatyw, podartych gazet, uszczelek, gwoździ, spalonych zapałek, pudełek po zapałkach, zaschniętych dżdżownic; na bruk lepki od obciągania fiutów, mokry od sadystycznych cieni, zagłodzonych kotów, podpasek, petów. I wtedy do mnie dotarło, że przecież i tak mam szczęście, bo to "pokorni odziedziczą ziemię".

Kłopot z facetami, którzy tańczą lub przesiadują w barach, polega na tym, że zdolnością postrzegania dorównują tasiemcowi.

Błogosławiony jak wódka z zamrożonym sokiem greapfruitowym w godzinie kaca.

Jego ogromna miłość własna pokrywała go jak farba odblaskowa, nie było szans wyszorować go z tego.

Widzisz tych ludzi za szybą. Oni nie mają najmniejszego pojecia, co tu się teraz rozgrywa. Idą i idą, po raz tysięczny tą samą drogą..czy to nie jest śmieszne? Ze on też zostali kiedyś urodzeni? Każde z nich.. pojedyńczo!

W społeczeństwie pieniądza forsa czyni cuda.

Nasze małżeńskie łoże oddzielone było od reszty sypialni czymś w rodzaju kolumnady. Na
kolumnach i między nimi ustawione były malowniczo doniczki z geranium. W trakcie naszych
pierwszych miłosnych wędrówek w nowym wspólnym domu i w nowym wspólnym łożu,
zauważyłem, że kolumny dziwnie się trzęsą, wykonując dość zabawne w istocie ruchy wokół
własnej osi. Dał się posłyszeć także lekki chrobot.
- Auuu - wrzasnąłem.
- Co się dziej? - zapiszczała Joyce. - I nie waż się teraz zatrzymać. Dalej! Dalej! Nie wolno ci
teraz ustawać!
- Panienko najsłodsza - właśnie na mojej dupie roztrzaskała się glina z twoimi kwiatkami.
- Nie wolno ci teraz ustawać. Nie możesz mi tego zrobić!
- No dobra, już dobra - robię, co mogę!
Wdarłem się w nią głębiej, a nawet udało mi się odnaleźć właściwy rytm ku małżeńskim
pożytkom cielesnym.
- Auuu, kurwa! - wrzasnąłem znowu.
- Co jest grane?- Co znowu się stało?
- Kolejna donica rozkwasiła mi tyłek i krzyż, podrapała mi pośladki i stoczyła się na podłogę!
- Pierdolę te kwiaty - skwitowała małżonka. - A ty skoncentruj się może na tym, co teraz
robisz!
- Proszę bardzo...proszę bardzo!
Przez cały czas wypełniania obowiązków małżeńskich, donice regularne spadały mi na tyłek
i plecy. Czułem się tak, jakbym pierdolił się z kimś w czasie nocnego, dywanowego, zmasowanego bombardowania. Wreszcie nadszedł finał.
- Musimy coś z tymi geraniami zrobić - powiedziałem po paru minutach ciszy i spokoju,
zbolały i tu, i tam.
- Nie waż się ich dotknąć!
- Dziewczynko, a dlaczego nie?
- Są rozkoszne, jak się patrzy na nie z dołu - i pełne rozkoszy jak spadają ci na twój tyłek!
- I to ci się tak podoba?
- I to jak!
- Czy tobie nic nie odbiło? Zaśmiała się jak zwykle filuternie. Doniczki z geranium stały się
moim wrogiem. Ale do wszystkiego można się jakoś przyzwyczaić.

Stanęliśmy na progu. Zastukałem. Otworzył wysoki, szczupły delikacik, z gatunku tych, co to rozsiewają wokół siebie woń sztuki. Widać było na kilometr, że przyszedł na świat Tworzyć, Tworzyć wiekopomne dzieła, nie nękany przez przyziemne troski, jak ból zęba, pieskie szczęście czy brak wiary we własne siły. Miał wygląd geniusza. Ja sam wyglądam jak pomywacz w knajpie i tego rodzaju typki zawsze mnie lekko wkurwiają.

Japońskie kobiety mają piękną strukturę kostną. Kształt ich czaszek, skóra, która napina się z upływem lat - jest w tym coś cudownego. Skóra naprężona na dostrojonym perkusyjnym bębnie. Z Amerykankami jest inaczej. Ich twarze stają się coraz bardziej sflaczałe i w końcu rozsypują się na kawałki. Nawet ich tyłki się rozsypują i zmieniają w coś nieprzyzwoitego. Tamta kultura wyposaża także w większą wytrzymałość: japońskie kobiety instynktownie wiedzą, że istnieje wczoraj, dziś i jutro. Nazwijmy to mądrością. Dzięki temu odporne są na przeciwności losu. Dla Amerykanek istnieje jedynie dzień dzisiejszy, w związku z czym skłonne są rozsypać się na kawałki wyłącznie dlatego, że jeden dzień się nie udał.

No dobra Boże, powiedz, że naprawdę jesteś. To tyś mnie tak urządził. Chcesz mnie sprawdzić. A jeżeli to ja ciebie sprawdzę? Jeżeli powiem, że cię wcale nie ma? Wystawiłeś mnie na najcięższą z prób, dając mi takich rodziców i te wrzody. I chyba ją zaliczyłem. Jestem twardszy od ciebie. Gdybyś teraz zaraz zszedł tu do mnie na dół, to bym ci splunął w twarz, jeżeli w ogóle masz twarz. A jak u ciebie ze sraniem?

Wszystko szło dobrze. Nie mogłem tylko znieść świadomości, że pewnego dnia wszystko - miłości, wiersze, gladiole - sczeźnie.

Mali zawsze najbardziej obrywają po dupie (...). Tak było od początku świata.

Powinienem był zostać wielkim filozofem, powiedziałbym wszystkim, jacy z nas durnie, tylko wciągamy i wypuszczamy powietrze.