Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty amerykańskich poetów

Zobacz listę poetów

Zobacz listę amerykańskich poetów

Powiązane tematy: poezja

Poeci wg. narodowości

Najgorszą rzeczą dla pisarza jest znajomość z innym pisarzem, a jeszcze gorszą - znajomość z kilkoma pisarzami. To jak chmara much na jednym kawałku gówna.

Tak naprawdę większość geniuszy to nudziarze, póki nie eksplodują sztuką. Ci złotouści są zawsze fałszywi.

Kibel zapychał się tylko wtedy, gdy ona przyjeżdżała. wrzucała tam kłęby siwych włosów, różne docipniki i zwały srajtaśmy. kiedyś wydawało mu się, że sobie to wszystko wymyśla, ale od momentu jej przyjazdu zaczynał zapychać się kibel, pojawiały się mrówki i różnego rodzaju ciemne myśli i ponury nastrój - a przecież to była taka dobra kobieta, która nienawidziła wojny i nie tolerowała nietolerancji i krzewiła miłość.

O, Mack miał wiel​kie​go chu​ja! ależ Mack miał chuja! Mack miał naj​więk​sze​go chu​ja w ca​łym mieście, naj​więk​sze​go chu​ja na za​ chód od Mis​sisi​pi! nikt nie mó​wił o ni​czym in​nym, tyl​ko o chu​ju Mac​ka. Mack – ten to miał chu​ja!.

Jen​sen sie​dział w fo​te​lu i ga​pił się na mnie; Jensen lu​bił sie​dzieć w fo​te​lu i ga​pić się na mnie. nie mógł zro​zu​mieć, dla​cze​go je​stem taki głu​pi. bo ja je​stem głu​pi. ale księ​życ też jest głu​pi.

Wszy​scy kur​czo​wo cze​pia​my się ścian tego świa​ta – ja, w naj​mrocz​niej​szej fa​zie kaca, my​ślę o dwój​ce mych przy​ja​ciół, któ​rzy do​ra​dza​ją mi, na jak prze​róż​ne spo​so​by moż​na po​peł​nić samobójstwo. czy jest lep​szy do​wód praw​dzi​wej przy​jaź​ni? je​den z owych przy​ja​ciół ma na le​wym przedra​mie​niu, jed​ną obok dru​giej, bli​zny po brzy​twie; dru​gi upy​cha tony pro​chów przez dziurę w swej czar​nej sku​dła​co​nej bro​dzie. obaj pi​szą wier​sze. jest coś w pi​sa​niu wier​szy, co spra​wia, że cały czas stoi się jed​ną nogą nad prze​pa​ścią. ale pew​nie i tak wszy​scy trzej dożyje​my do dzie​więć​dzie​siąt​ki.

(...) stała tam Gertruda. Wspaniała była. Emanowała czystym, skondensowanym seksem, prowokowała aż do bólu - i wiedziała, że to robi, grała tym, dawkowała kropla po kropli, przyzwalając łaskawie, żebym trochę pocierpiał.

Nie jestem, wiecie, elegantem. Ubrania mnie nudzą. Właściwie są czymś okropnym, jak inne oszukańcze rzeczy w rodzaju witamin, astrologii, pizzerii, sztucznych lodowisk, muzyki pop, walki o tytuł mistrza wagi ciężkiej etc.

Podeszło też kilku profesorów, uśmiechając się do mnie głupawo i dając mi do zrozumienia, że zrobiłem z siebie osła. Od razu poczuli się lepiej, jakby ich własne wypociny zyskały przez to na wartości.

- Wierzy Pan w odwagę?
- Lubię ją widzieć wszędzie wokół (...).
- Dlaczego?
- Poprawia mi to samopoczucie. To kwestia zachowania godności w obliczu życia bez żadnych szans.

Fajnie było pisać o Baronie von Himmlenie. Przecież każdy kogoś potrzebuje, a ja nikogo nie miałem, więc musiałem kogoś wymyślić i zrobić z niego człowieka, takiego jaki być powinien. Nie było w tym żadnego udawania ani oszukaństwa. Na odwrót: gdybym nikogo takiego nie wymyślił i bez niego radził sobie z własnym życiem, dopiero byłbym oszustem.

Ale cóż można zrobić, kiedy kilka razy wyliczono Cię do 8, a zostały jeszcze 2 rundy?

Nienawidzę domów towarowych, nienawidzę sprzedawców. Okazują takie poczucie wyższości, jakby posiedli jakąś wiedzę tajemną, i mają tę pewność siebie, której mnie brakuje.

Wówczas, (...) poczuje, co znaczy być prawdziwie samotnym i zbzikowanym. I tylko w ten sposób zrozumie, z czym przyjdzie mu się zmierzyć, gdy nadejdzie jego własny koniec.

- Sam wpakowałeś się w te kabałę. Sam będziesz musiał się z niej wyplątać.
- Pomyślałem, że mi pomożesz, poradzisz, co mam robić.
- Chcesz, żebym zmieniła Ci pieluszki? Mam do niej zadzwonić w twoim imieniu?
- Nie, już w porządku. Jestem mężczyzną. Zadzwonię do niej sam. Zrobię to zaraz. Powiem jej prawdę. Skończę z tą kurewską sytuacją.

- Naprawdę zachowujesz się najbardziej przyzwoicie ze wszystkich znanych mi facetów.
- W pewnym sensie zachowałem dziewictwo.

Rany Boga, czy ja słyszę to, co właśnie słyszę? I coś takiego akceptuje nasz demokratyczny rząd! Ten kretyn chce mi powiedzieć, że byłoby dobrze, gdybym codziennie mył własne pachy.
Inżynierom czy dyrygentom nie opowiadałby takich bzdur.

Dobry człowiek do wszystkiego jest bezimienny i bezpłciowy, ale za to ofiarny i gorliwy. Zawsze czeka rano pod drzwiami, aż zjawi się pierwsza osoba dysponująca kluczem. Po chwili zmywa już szlauchem chodnik, pozdrawiając kolejnych przychodzących do pracy ludzi, każdego z osobna, zawsze z radosnym uśmiechem i uprzejmie. Służalczo. Poprawia im nieco samopoczucie, zanim wejdą w kierat. Dbać musi również o to, aby nigdy nie zabrakło papieru toaletowego, szczególnie w damskich sraczach. I aby kosze na śmieci nie były przepełnione, a szyby brudne. Pierwszy powinien zauważyć, że krzesła czy biurka wymagają drobnych napraw. Dopilnować, by drzwi otwierały się z łatwością, zegary wskazywały właściwą godzinę, wykładziny przylegały do podłogi, a zapasione, zwaliste klientki nie przemęczały się noszeniem małych pakunków.

Nie ma nic gorszego niż skończyć dobre sranko, sięgnąć po papier i stwierdzić, że pojemnik jest pusty. Nawet najpodlejsza ludzka istota na świecie zasługuje na to, by móc sobie dupę podetrzeć. Zdarzało mi się czasem nie znaleźć papieru. Zaczynasz wówczas szukać tych podkładek pod tyłek i stwierdzasz, że one również zostały zużyte. Wstajesz, patrzysz na kibel – a tu okazuje się, że te, na których siedziałeś, powpadały do wody. No i co możesz wtedy zrobić? Bardzo niewiele. Mnie w takiej sytuacji najbardziej satysfakcjonowało podtarcie sobie dupy własnymi gatkami, wrzucenie ich do michy, spuszczenie wody i zatkanie sracza.

Chciałem koniecznie porozmawiać z Jonem, powiedzieć mu, że Francine powinna być bardziej pijana i bardziej szalona, powinna stać na krawędzi życia i śmierci, rwąc jedną ręką kukurydzę pośród domów, których fasady przypominały twarze ze snów, twarze, które z wysoka obserwują naszą żałosną egzystencję: bogaczy i biedaków, pięknych i szpetnych, zdolnych i bezużytecznych.