Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty amerykańskich poetów

Zobacz listę poetów

Zobacz listę amerykańskich poetów

Powiązane tematy: poezja

Poeci wg. narodowości

Nie zdobyłem nigdy stypendium do Oksfordu. Przekimałem lekcje biologii, z matmy byłem słaby. Ale do tej pory jakoś udawało mi się ujść z życiem.

No więc miałem chandrę i siedziałem w fotelu, a obok stało 3/4 litra szkockiej. Nie włączyłem telewizora, bo kiedy człowiek jest w podłym nastroju, cholerne pudło jeszcze bardziej go dołuje. Te wszystkie nudne twarze, jedna za drugą, bez końca. Cały sznur idiotów, często bardzo sławnych. Komicy, którzy wcale nie są zabawni, i czwartorzędne filmidła. Jedyne, co mi pozostawało, to szkocka.

Mój stary ostrzegał mnie, że skończę trzepiąc konia na cudzym ganku w Arkansas. Mogłem jeszcze to zrobić. Autobus do Arkansas odjeżdżał codziennie.

Ojciec ostrzegał mnie, że wyrosnę na nieudacznika, Sam był nieudacznikiem. Złe geny.

Kiedy byłem w podstawówce, mieliśmy nauczycielkę, która zapytała: "Kim chcecie być, jak dorośniecie?" Większość chłopaków twierdziła, że strażakami. Kretyni, przecież można się poparzyć.

Wojna. Przecież byłem prawiczkiem. Miałbym dać sobie odstrzelić fiuta ku chwale ojczyzny, zanim się choćby dowiem, jak to jest z kobietą?

Jestem facet z klasą, z prawdziwą klasą! mam 34 lata, ale odkąd stuknęło mi 18, nie przepracowałem nawet 1/2 roku. i nie zarabiałem. spójrz na moje dłonie! mam dłonie pianisty!

- Czy ludzie inteligentni nie czytują twoich książek?
- Mam nadzieję, że nie.

Nie umie​ra​nie jest naj​gor​sze; naj​gor​sze jest to, że się zgu​bi​łem.

- Co pan sądzi o wojnie?
- Nie widzę w niej nic złego - odparłem.
- Naprawdę? Niemożliwe!
- Możliwe. Gdy wsiadasz do taksówki, wszczynasz wojnę. Gdy kupujesz bochenek chleba, wszczynasz wojnę. Gdy kupujesz sobie dziwkę, wszczynasz wojnę. A ja od czasu do czasu potrzebuję chleba, taksówek i dziwek.

A tak, 3 koła, komu by się nie przydały? gdzieś mam odsetki i łomot po terminie zwrotu. 35 dni. ilu ludzi miało w swoim życiu wolne choćby 35 dni?

Mewy krążyły dookoła, bezmózgie, ale zamyślone. Siedemdziesięcio-, osiemdziesięcioletnie staruszki siedziały na ławkach i dyskutowały o sprzedaży nieruchomości pozostawionych im przez mężów, których wykończyło dawno temu tempo i głupota porządnego życia.

- Po co ten krawat?
- Zepsuł mi się suwak w spodniach i mam za ciasne bokserki. Koniec krawata zakrywa mi loki tuż nad kutasem.

Samochód nie chciał ruszyć z miejsca. Spróbowałem wstecznego. Wóz ruszył do tyłu. Zahamowałem i ponownie wrzuciłem jedynkę. Wóz ani drgnął. Wciąż byłem wściekły na Lydię. Niech tam, pomyślałem, pojadę tym kurewstwem do domu na wstecznym. Pomyślałem o gliniarzach, na pewno mnie zatrzymają i spytają, co ja, do kurwy nędzy, wyprawiam. No cóż, panowie, pokłóciłem się ze swoją dziewczyną, a jedynie w ten sposób mogę wrócić do domu.

Mieszkaliśmy na trzecim piętrze w starym domu z umeblowanymi pokojami. Wynajmowaliśmy dwa, z oknami wychodzącymi na zaplecze. Budynek stał na skraju stromej skarpy i wyglądając z okna, człowiek miał wrażenie, że jest na dwunastym, a nie na trzecim piętrze. Było to jak mieszkanie na krawędzi świata – miejsce ostatniego odpoczynku przed ostatecznym wielkim upadkiem.

Z jakichś niezrozumiałych dla mnie wówczas powodów nie potrafiłem się od niej odczepić. A przecież jej niewierność graniczyła z obsesją: gdy chciała wystawić mnie do wiatru, potrafiła pójść z każdym spotkanym w barze facetem, a im większy był z niego brudas i menel, tym bardziej ją to rajcowało. Stałym usprawiedliwieniem takiego postępowania były dla niej nasze kłótnie i awantury. Bez przerwy powtarzałem sobie, że nie wszystkie kobiety na świecie to kurwy, tylko mnie się taka trafiła.

Nasze społeczeństwo umie tylko przeceniać albo nie doceniać.

W społeczeństwie kapitalistycznym przegrani tyrają dla zwycięzców, dlatego istnieje takie zapotrzebowanie na przegranych. Co ja o tym sądzę? Uważam, że tych problemów nie rozwiąże się na drodze politycznej i że do szczęścia zabraknie nam czasu.

Pisanie nigdy nie było dla mnie problemem. Jak sięgnę pamięcią, zawsze pisałem tak samo; nastawiałem radio na stację z muzyką klasyczną, zapalałem papierosa albo cygaro, otwierałem butelkę. Resztę robiła maszyna. Ja musiałem tylko przy tym być. Pisanie pozwalało przetrwać, kiedy życie nie miało mi nic do zaoferowania, kiedy życie jako takie było teatrem grozy. To maszyna mnie pocieszała, mówiła do mnie, zabawiała mnie, była moją ucieczką. Właśnie po to przede wszystkim pisałem: żeby uciec, uciec przed wariatkowem, uciec przed ulicą, uciec przed samym sobą.

Otaczają nas umarli, którzy zdobyli władzę, bo żeby zdobyć władzę, trzeba koniecznie najpierw umrzeć.