Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty niemieckich pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Zobacz listę niemieckich pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Historia, ponieważ rodzi się w stadzie, pozostawiła nam tylko krew, torturę i zniszczenie - nawet dziś, po dwóch tysiącach lat quasi-chrześcijańskiej kultury, ulice są pełne pijaczyn, biedaków i ludzi głodnych, morderców, policjantów i okaleczonych samotników, a nowo narodzonych natychmiast wrzuca się w sam środek resztki tego gówna - w Społeczeństwo.

Natknąłem się na krytykę literacką w "Kenyon Review" i "Sewanee Review", i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu teksty te wydawały mi się całkiem niezłe, gdy nie jadłem od kilku dni. Chodzi chyba o poczucie powściągliwości, lubię też zapach nieczytanych stron i ten miękko-twardy język, połączenie jednego z drugim, jakby naprawdę wiedzieli, co się dzieje, i potrafili rozprawiać o tym zza fasady łagodnej postawy i uczoności. Co za muzykalny i skuteczny język! I jakie miłe sposoby wbijania noża!

Więcej dobrych ludzi zginęło za poezję, niż warte są te wszystkie wasze szemrane pola bitewne; więc jeśli padnę pijany w pokoju za cztery dolary: spapraliście waszą historię, to pozwólcie mi babrać się w mojej.

Hemingwayowi też wbijają szpilki panowie z gazet i panie od książek. Nie podoba im się, jak skończył. A ja uważam, że skończył świetnie. Stworzył autoeutanazję.

Nie ufam nikomu, kto czyta książki, powiedział. Wszyscy jesteście cipy, w piłkę kijem byś nie trafił. To nie tak, Lou: mnie nie interesowało trafianie w piłkę, bo gdyby mnie interesowało i uznałbym, że ma jakiś sens, wybijałbym ją dalej niż każdy sierota z Baltimore.

Powiedzmy śmiało, że to nie prawda liczy się najbardziej - często liczy się odsunięcie jej na bok.

Pił wcześniej whiskey i przekonał się, że dzięki niej życie jest znośne, że traci ostre kanty; że to dobra płuczka dla rozpędzonych umysłów, że je wyhamowuje, uspokaja, unieruchamia w postaci widocznego punktu.

Tymczasem nasza szczęśliwa passa skończyła się tak, jak wszystkie szczęśliwe passy się kończą. Mieliśmy bardzo mało pieniędzy i piliśmy wino.

Chichotała, zaglądała mi w oczy, muskając mnie od czasu do czasu jakimś fragmentem swego ciała. Była tak natrętna, że budziło to wręcz lęk: człowiek miał chęć uciec przed taką presją. Jak większość kobiet, chciała mieć nadal to, czego już mieć nie mogła.

Potem poszliśmy do łóżka. Światła były pogaszone, wlazłem na nią po ciemku, raz czy dwa razy popchnąłem do oporu i znieruchomiałem.
- Słuchaj, jak ty masz właściwie na imię?
- A czy to, do cholery, nie wszystko jedno? - spytała.

Piłem więcej i byłem bardziej naprany niż skunks w czyśćcu.

witaj w moim robaczywym piekle.
muzyka rzęzi nieczysto.
rybie oczy patrzą ze ściany.
to tu padł ostatni szczęśliwy
strzał.

Nazwij mnie betonem, jeśli chcesz, niekulturalnym chamem, pijakiem, kimkolwiek. To świat mnie ukształtował, a ja ukształtowałem to, co się dało.

- Przyniosę piwo. I będę musiał przyprowadzić żonę. Jesteśmy razem od 27 lat.
- Nie zazdroszczę, odparłem.
- Nie, nie, to jedyny sposób na życie.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież nie znasz innego.

- Wolisz być czy pić? - pytano mnie w ciemnych barach Filadelfii.
- Pić - odpowiadałem.

Lepsza mała spluwa od dużego kutasa...

Ciarki przeszły mi po grzbiecie i znikły pod sufitem.

Głupota to często nagroda za samą siebie.

Byłem wtedy zagubiony i młody, dziś jestem zagubiony i stary.

Wyjechałem z Filadelfii - w poszukiwaniu nowych kłopotów. Kłopoty znalazłem, jak zwykle, ale tego, czego szukałem - poza kłopotami - jeszcze nie.