Wszystko na swoim miejscu, idealny porządek: 500 czy 600 rozpostartych nad głową, osłaniających mnie od świata rowerów. Był w tym jakiś ukryty sens. Wpatrywałem się w nie wiedząc, że mam przed sobą czterdzieści pięć minut wytchnienia pod rowerowym drzewem.
Płomienie parzyły mi ręce. Musiałem ratować pocztę Stanów Zjednoczonych, niezamówione przesyłki reklamowe czwartej klasy!
Nie można pisać, nie żyjąc, a pisanie przez cały czas, to żadne życie. Picie też nie tworzy pisarza, tak samo jak burdy w barach, i choć ani jedno, ani drugie nie jest mi obce, to zwykły mit i chory romantyzm, że niby tym sposobem człowiek stanie się lepszym pisarzem. Oczywiście są takie chwile, kiedy trzeba walczyć, i są też takie, kiedy trzeba pić, ale to naprawdę czas mało twórczy i nic się na to nie poradzi.
Moja strategia polegała na tym, aby obijać się, łazić z kąta w kąt, stale unikać szefa i kapusi, którzy mogliby na mnie donieść. Wiedziałem, że nie jestem aż taki sprytny, więc starałem się kierować raczej instynktem. Zawsze zaczynałem pracę z przeświadczeniem, że wkrótce zrezygnuję lub zostanę wyrzucony, co dawało mi pewien luz, niesłusznie brany za inteligencję lub jakąś tajemniczą siłę wewnętrzną.
Wiesz, że gdy cię poznałam, to podobało mi się w tobie wszystko, nawet sposób w jaki chodzisz po pokoju. Bo ty nie chodziłeś zwyczajnie, tylko tak, jakbyś chciał przejść przez ścianę, jakby cały świat do ciebie należał, jakby nic się nie liczyło. A teraz trafiłeś parę dolców i przestałeś być sobą. Zachowujesz się jak studencik stomatologii albo hydraulik.
Ta stara dziewczynka, targająca przed sobą brzuch, była tak naprawdę jedną z wielu samotnych istot w obojętnym i bezwzględnym kotle ludzkich potworów.
- Mój brat jest bogaty - ciągnął dalej Maurice. - Ale co z tego? Wyparł się mnie. Nie podoba mu się, że piję. Nie podoba mu się, że maluję. - Ale za to twój brat nigdy nie spotkał Picassa. Maurice wstał i uśmiechnął się. - Nie. Nigdy nie spotkał Picassa.
Nagle się pochyliła i wzięła mego kutasa do ust. W świetle księżyca widziałem powolny ruch jej głowy i ciała. Nie była w tym tak dobra jak niektóre ze znanych mi kobiet, ale sam fakt, że to ona mi to robi, zdumiewał mnie.
Lubiłem oglądać boks. Przypominał mi trochę pisarstwo. Wymagał tych samych cech - talentu, kondycji i odwagi. Tyle że kondycja w pisarstwie była duchowa, umysłowa. Nigdy się nie jest pisarzem. Pisarzem trzeba zostać za każdym razem, kiedy człowiek siada do maszyny. A jak się już usiadło, to przestaje być takie trudne. Czasami największa trudność polega na znalezieniu odpowiedniego krzesła i na tym, żeby do niego dobrnąć. Kiedy indziej nie sposób na nim wysiedzieć. Różne rzeczy, jak to śmiertelnikowi, stają ci na drodze: drobne trudności, poważne trudności, nieustanne łomoty, trzaskanie drzwiami. Kondycja jest niezbędna, żeby się nie dać temu wszystkiemu, co usiłuje nas wykończyć. Doszedłem do tego wniosku obserwując bokserów, konie oraz dżokejów, którzy nie chcieli się poddać mimo pecha, upadku z siodła czy innych przykrych niespodzianek. Pisałem o życiu, he, he. Jednak mój podziw budził przede wszystkim heroizm, z jakim niektórzy przeżywali swoje życie. Ten podziw był motorem mojej twórczości.
Zapłaciłem barmanowi, odepchnęliśmy stołki i ruszyliśmy w stronę drzwi. Znowu uderzyły mnie ich skórzane kurtki i twarze bez wyrazu. Twarze wyprane z radości i inicjatywy. Tym biedakom straszliwie czegoś brakowało. Coś we mnie drgnęło i przez krótką chwilę miałem ochotę objąć ich wszystkich, przytulić i pocieszyć jak jakiś Dostojewski, ale zdawałem sobie sprawę, że i dla mnie, i dla nich skończyłoby się to tylko śmiesznością i upokorzeniem. Świat nie wiedzieć kiedy zabrnął za daleko i odruchy dobroci nie mogły być już tak proste jak dawniej. Musielibyśmy nad tym znowu popracować.
Najgorszą rzeczą dla pisarza jest znajomość z innym pisarzem, a jeszcze gorszą - znajomość z kilkoma pisarzami. To jak chmara much na jednym kawałku gówna.
Tak naprawdę większość geniuszy to nudziarze, póki nie eksplodują sztuką. Ci złotouści są zawsze fałszywi.
Kibel zapychał się tylko wtedy, gdy ona przyjeżdżała. wrzucała tam kłęby siwych włosów, różne docipniki i zwały srajtaśmy. kiedyś wydawało mu się, że sobie to wszystko wymyśla, ale od momentu jej przyjazdu zaczynał zapychać się kibel, pojawiały się mrówki i różnego rodzaju ciemne myśli i ponury nastrój - a przecież to była taka dobra kobieta, która nienawidziła wojny i nie tolerowała nietolerancji i krzewiła miłość.
O, Mack miał wielkiego chuja! ależ Mack miał chuja! Mack miał największego chuja w całym mieście, największego chuja na za chód od Missisipi! nikt nie mówił o niczym innym, tylko o chuju Macka. Mack – ten to miał chuja!.
Jensen siedział w fotelu i gapił się na mnie; Jensen lubił siedzieć w fotelu i gapić się na mnie. nie mógł zrozumieć, dlaczego jestem taki głupi. bo ja jestem głupi. ale księżyc też jest głupi.
Wszyscy kurczowo czepiamy się ścian tego świata – ja, w najmroczniejszej fazie kaca, myślę o dwójce mych przyjaciół, którzy doradzają mi, na jak przeróżne sposoby można popełnić samobójstwo. czy jest lepszy dowód prawdziwej przyjaźni? jeden z owych przyjaciół ma na lewym przedramieniu, jedną obok drugiej, blizny po brzytwie; drugi upycha tony prochów przez dziurę w swej czarnej skudłaconej brodzie. obaj piszą wiersze. jest coś w pisaniu wierszy, co sprawia, że cały czas stoi się jedną nogą nad przepaścią. ale pewnie i tak wszyscy trzej dożyjemy do dziewięćdziesiątki.