- Jesteśmy Nocnymi Łowcami. A przynajmniej sami się tak nazywamy. Podziemni mają na nas mniej pochlebne określenia. - Podziemnie? - Nocne dzieci. Czarownicy. Skrzaty. Magiczny lud zamieszkujący ten wymiar. Clary potrząsnęła głową. - Mów dalej. Przypuszczam, że są również wampiry, wilkołaki i zombie? - Oczywiście, że są. Choć zombie występują dalej na południe, tam gdzie kapłani wudu. - A co z mumiami? One włóczą się tylko po Egipcie? - Nie bądź śmieszna. Nikt nie wieży w mumie.
- Ale obiecaj mi coś, dobrze? Wiem, jakie są dziewczyny. Wiem, że nie znoszą, kiedy ich chłopcy mają przyjaciółki. Obiecaj, że nie wytniesz mnie całkiem ze swojego życia. Że nadal czasami będziemy gdzieś razem wychodzić. - Czasami? - Simon pokręcił głową. - Chyba zwariowałaś. Clary zamarło serce. - Masz na myśli... - Mam na myśli, że nigdy nie będę umawiał się z dziewczyną, która każe mi wyciąć ciebie ze swojego życia. Ta kwestia nie podlega negocjacjom. Chcesz to cudo? - Wskazał na siebie. - Cóż, tylko w pakiecie z moją najlepszą przyjaciółką. Nie usunę cię ze swojego życia, tak jak nie mógłbym odciąć sobie prawej ręki i podarować jej komuś na Walentynki.
- Clary. (...) Oczy Jace'a lśniły, jasnozłote z tańczącymi w nich refleksami ognia. - Mam ochotę na kąpiel. - Tak, a ja na milion dolarów.
- Poezja twojego przyjaciela jest okropna.-stwierdził (...) Zupełnie jakby połknął słownik i zaczął wymiotować słowami jak leci.
- Chciałbym cię nienawidzić.-Mówił lekkim tonem, ale na jego ustach błąkał się niepewny półuśmiech, a w oczach czaił się żal.-Chcę cię nienawidzić. Próbuję cię nienawidzić. Byłoby o wiele łatwiej, gdybym cię nienawidził. Czasem myślę, że cię nienawidzę, a potem cię spotykam i...
- Jestem Magnus. - Mężczyzna uśmiechnął się, pokazując bardzo białe zęby. - Magnus Bane. - Nie jesteśmy czasem przyjaciółmi, których los rozdzielił dawno temu? - rzucił Simon. - Tak tylko się zastanawiam. - Nie, aż tak dobrze się nie poznaliśmy- odparł Magnus. - Może znajomymi, którzy dawno się nie widzieli? Towarzyszami? Mój kot cię lubił.
- Za szybko jeździsz - powiedział Mark. Emma prychnęła w odpowiedzi i poprawiła pasek przytrzymujący Cortanę. - Mówisz jak Julian. - Ten lot dał mi radość - dodał Mark, stając obok niej. - Czułem się, jakbym znów leciał z Dzikim Polowaniem i smakował krew nieba. - Poprawka: mówisz jak Julian na haju.
Drugi boks zajmowała para wilkołaków. Jedli surowe kawałki jagnięciny i kłócili się o to, kto wygrałby pojedynek: Dumbledore z książek o Harrym Potterze czy Magnus Bane. - Zdecydowanie Dumbledore - powiedział pierwszy. - Zna potężne Mordercze Zaklęcie. - Ale Dumbledore nie jest prawdziwy - zauważył jego towarzysz. - Uważasz, że Magnus Bane istnieje naprawdę? - prychnął pierwszy likantrop. - Spotkałeś go kiedyś?
Zdrada nie ma racji bytu. A dlaczego? Cóż, jeśli jest wszechobecna, nikt nie śmie nazwać jej zdradą. - Sir John Harrington
Po prostu za bardzo się boisz powiedzieć komuś, że go naprawdę kochasz. Miłość czyni nas kłamcami. Powiedziała mi to królowa Jasnego Dworu. Więc nie osądzaj mnie za to, że kłamię, mówiąc o tym, co czuję. Ty też tak robisz.
- Prawa są bez znaczenia - powiedział Malcolm. Ściszył głos, który jednak bez przeszkód poniósł się na półpiętro. - Nie ma rzeczy ważniejszej od miłości. I nie ma wyższego od niej prawa.
(...) A teraz, jeśli już skończyliście, chciałbym wrócić na przyjęcie, nim goście zaczną się nawzajem pożerać.
- Potem zrobiliśmy przerwę na posiłek -mówiła dalej Catarina. -Nadzwyczaj natarczywie przekonywałeś nas, żebyśmy spróbowali miejscowego specjału, który nazwałeś cuy. Kolacja wypadła nawet całkiem przyjemnie, mimo że nadal byłeś ululany. - Na pewno zaczynałem już trzeźwieć. - Magnusie...Próbowałeś flirtować ze swoim talerzem. - Jestem absolutnie wolny od wszelkich uprzedzeń! - Za to Ragnor nie bardzo. Kiedy dowiedział się, że karmisz nas świnkami morskimi, zdzielił cię twoim talerzem przez łeb. Talerz pękł. - I tak skończyła się nasza miłość.
- A więc jest pan ojcem Clary - powiedział. - Bez obrazy, ale rozumiem dlaczego ona pana nienawidzi. - Dlaczego? - Bo widać że jest pan psychopatą.
- Jeśli powiesz, że możesz jutro umrzeć bez pocałunku i nie będziesz żałował, że nasze wargi się nie spotkały, przestanę nalegać, bo nie mam prawa...Uciszył ją, przyciągając do siebie i miażdżąc jej wargi swoimi.
- Tylko nie zamawiaj żadnego czarodziejskiego jedzenia – ostrzegł Jace, patrząc na nią znad swojego menu. - Od niego ludzie czasami wariują. W jednej chwili wcinasz zaczarowaną śliwkę, a w następnej biegasz goła po Madison Avennue z rogami na głowie. - Po chwili dodał pospiesznie: - Tylko nie pomyśl, że ja to robiłem. Alec się roześmiał. - Pamiętasz...