Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty malarzy, plastyków, rysowników

Zobacz listę malarzy, plastyków, rysowników

Malarze, plastycy, rysownicy wg. narodowości

Czymże jest dowódca batalionu bez batalionu - kukłą w mundurze.

Zupełna hygjena. Staroniewicz radzi abstynencję pełciową na twórczość, że niby wszystko w jajach siedzi.( list 21 VII 1926 Zakopane)

Życie jest jak rana – którą zapełnić można tylko rozkoszą.

Tylko na co ja się właściwie nawróciłem? Zupełnie zapomniałem, kim byłem, a dobrze nie wiem, kim jestem.

Wielkość jest też w odwadze, w poświęceniu się, w cierpieniu dla kogoś, we wszystkich wyrzeczeniach się. A we wszystkim tym nie ma jej, bo każdy, który się czegoś wyrzeka, znajduje w tym takie zadowolenie ze swojej wielkości, że przez to staje się właśnie małym.

Ja w ogóle nic nie wiem. Nie wiem, gdzie są dźwignie sterowe. Umiem tylko dziurkować bilety lub kontrolować czy są już przedziurkowane. Specjalizacja to największa klęska naszej epoki! Nieprawdaż?

Wszyscy czuli śmierć w sobie, mniej lub więcej świadomie, i to może było powodem konsolidacji tych przypadkowych znajomości w głębsze przyjaźnie i miłości. Samice, silniejsze oczywiście w takich układach od samców, węszyły nowe perwersje w stosunku do upadłych do głębi (nawet przy pozorach siły) mężczyzn. Psychiczny nekrofilizm z jednej strony, autogalwanizowanie się zastygłych już trupów – z drugiej. Nikt nie zdawał sobie dokładnie sprawy, kim jest w istocie (już nie metafizycznie, ale społecznie) na tle zawiłych przelotnych struktur społeczeństwa i wyobrażał sobie siebie zupełnie inaczej, niż należało. [...] Wszyscy zstępowali w otchłań – niektórzy myśleli przy tym, że idą ku szczytowi.

Zapłonął w sobie na tle własnej swej nicości jak potworny meteor w międzygwiezdnej pustce, co się otarł o zrąb rozwiany planetowej atmosfery. Tą jego atmosferą była transcendentna (nie transcendentalna) jedność bytu- a do tego co?- Jako materiał, a nawet katalizator: - kobitka, panie, konflikcik domowy, wódeczka z haszyszem, panie, świństewka z młodzikami- cały splot drobnych życiowych nastawień, tego właśnie, a nie innego monstrualnego kulawca, przez którego walił miliardowo-woltowy prąd metafizycznej dziwności, walił pieniąc się nienayceniem, gdzieś aż z samych bebechów-turbin prabytu, indywidualizując się dopiero przypadkiem w życiowym zagmatwaniu tego właśnie osobnika.

Cóż jestem winien, że potrzebuję tego, aby ona mnie biła? jeśli potem mogę być tam, gdzie bym bez tego dostać się nie mógł.

(...) sztuka jest prawdą, ale zaklętą w przypadek takiego, a nie innego utworu.

O, to, to - tak straszne jest, że pojęcia bladego przeświecającego nie macie. Jakaś groza, nuda, katzenjammer i ohydne przeczucia. Tak wszystko się jakoś popsuło.

Tylko ty jeden wydobyłeś mnie samą na zewnątrz z moich własnych głębi, jak psychofizyczny Jack the Ripper. Jestem twoja - rozpruta - wszystkie wnętrzności mam wywalone na wierzch, a jednak wiem, że muszę być dla ciebie męczącą tajemnicą jak posąg Izydy. Ale sama dla siebie nie jestem już storturowanym, niezrozumiałym widmem - z tobą żyję naprawdę.

- Jakże byście chcieli: nie mordować, "chyba że już nie można". Nigdy nie można, a zawsze trzeba - tak to jest. Hehe.
- A ten "hehe" znowu. Jeden "hej", a drugi "hehe" - wytrzymać nie można.

Bede niesmaczny — bede! Dość smaku. Wywątrobię wszystko na smród i brud ostateczny. Niech śmierdzi wszystko, niech się na śmierć ten świat zaśmierdzi i niech się het do cna wyśmierdzi, to może potem zapachnie wreszcie; bo w nim takim, jakim jest, wytrzymać wprost nie można. Nie czują, biedni ludziska, że demokratyczne kłamstwo śmierdzi, a smród klozetu to czują, psie pary, hej! Otóż to je prawda: on by dał wszystko, aby choć jeden moment hrabią prawdziwym być. Ale nie może, biedota nieszczęsna, hej.

Rewolucje się nie spieszą - one mają czas, te bezosobowe bestie...

Ale nagle dziwna pustka ogarnęła Atanazego: w tej chwili nie chciał ani życia, ani śmierci - chciał po prostu trwać - jedynie trwać, a nie żyć. Gdyby tak można patrząc na ten świat rozwiać się w nicość nie wiedząc o tym wcale, nie czując samego procesu rozwiewania się!

Mówiła rzeczy ścinające białko i rozkładające po prostu hemoglobinę, wytwarzające toksyny zdolne zabić megatherium Cuviera – kobry zazdrościłyby gadu jej słowom, gdyby mogły słyszeć ją, gdy przekonywała kochanka o duchowej wyżynie, która czekała ich potem – ale kiedy? – gdzie miały się wreszcie skończyć potworności, a zacząć cud.

Odpowiadaj, sturba twoja suka, bo ci ośrodek sumienia sparaliżuję fluidem skupionej we mnie woli milionów.

Była larwa, uleciał z niej motyl, czy duch wszechświata wcielony przypadkiem w tę, a nie inną istność. Całe życie to tylko wtaczanie jakiejś lepkiej masy w tę martwą skorupkę dla stworzenia formy tego samego bytu.

Tak więc przytomne szaleństwo - raczej nieprzytomny, zdrowy rozsądek.