Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty malarzy, plastyków, rysowników

Zobacz listę malarzy, plastyków, rysowników

Malarze, plastycy, rysownicy wg. narodowości

Aa! Aaa! To okropne! Jak ja teraz będę żył? To gorzej, to gorzej – jak ja teraz
umrę?

Ja marzę o cudownym życiu, w którym by ludzkość zabłysnęła raz jeszcze jakimś straszliwym ogniem dzikiej twórczości przed zejściem do szarej otchłani, która ją czeka.

Głupie żarty: niegodne lewego półpaznokcia palca prawej nogi Gnębona Puczymordy.

1. Większość draniów jest świadomie właśnie draniowata - oni wiedzą o tym i nie chcą być inni, o ile tylko mogą draniowatość tę dobrze zamaskować.
2. Niebezpieczniejsze są te szare, codzienne, demokratyczne jady, na które każdy bezkarnie pozwolić sobie może.
3. Ale po co utrudniać sobie życie lub obniżać jego poziom dla marnej przyjemnostki wciągania smrodliwego dymu i w dodatku dla ujemnych skutków psychicznych.
4. Jak człowiek świadomy tego, ze z godziny na godzinę staje się coraz gorszym kretynem, może pozwalać sobie na lichą przyjemnostkę, która go skretynia, jest właściwie niepojętym cudem.
5. ...papierosik i wódeczka, te dwa niepozorne niewiniątka, kryjące pod maskami przyjemnych dziewczynek, zgniłe mordy najbardziej zakazanych prostytutek.
6. Lepiej nie wykonać pewnej ilości pewnego gatunku zdeformowanych bohomazów, niż zatracić to, co jest w dzisiejszym człowieku jeszcze najistotniejszego, to jest prawidłowo funkcjonujący intelekt.
7. Dzięki więc narkotykowi poznajemy własne głębie, ale nie we właściwej porze, drogą gwałtu.

Ta powszechna zgoda, to jakieś bezwstydne „kochajmy się” i tzw. „ramię do ramienia”, w którym czuło się przyciszony zgrzyt drzemiącej nienawiści; to wzajemne chwalenie się do utraty przytomności, kryjące zawiść o niebywałym dotąd napięciu jadowitości; to lubieżne kłamstwo, w którym ludzie tarzali się ze łzami w oczach, jak psy w ekskrementach - to wszystko było wprost straszne.

Dech wyszedł cały. Tak nicość dyszy
Sama własną pustką
I każde coś gnębi w czasie, który stanął.
Hop! Szklankę piwa!

Ale kochać cię nie będę. Na ten zbytek sobie nie pozwolę.

Nie zabrną me twory popod żadne strzechy,
Bo wtedy, na szczęście, żadnych strzech nie będzie,
W ogóle z tego żadnej nie będzie uciechy,
I tylko świństwo równomiernie rozpełznie się wszędzie.

Wiem, że jestem urodzonym tchórzem i że za takiego mnie pani słusznie uważa. Ale odwaga (...) nie polega na tym, żeby się nie bać wcale, tylko na opanowaniu strachu.

Życie nas mija i patrzy ze śmiechem,
Jak nad zagadką stoimy bezradnie,
Jak złotą piłką bawimy się grzechem,
Czas przeklinając, co sny nasze kradnie

Kochał najbardziej wtedy, kiedy krzywdził.

Blask Tajemnicy Wiekuistej wyrżnął Izydora prosto w pysk, jak świetlisty bufor jakiegoś załadowanego potwornością całego Istnienia mgławicowego monstre-pociągu.

Dla Pani Dmochowskiej przesyłam ewentualnie serdeczne pozdrowienia (ale nie całowanie jakichś łap).

A Ty sam w co wierzysz, mój synu?
W siebie i to mi wystarcza. A jak mi to będzie potrzebnym, uwierzę w cokolwiek bądź, w jakiegokolwiek fetysza, w krokodyla, w Jedność bytu, w Ciebie Ojcze Święty, we własny pępek, wszystko jedno. Zrozumiano?

Wierzyliśmy w masonów, wierzyliśmy w Żydów, przez wielkie Ż. Teraz wierzymy w Nich. Nam potrzeba jakiejkolwiek wiary...

Żeby panować nad ludźmi, trzeba działać na ich najniższe instynkty.

Żadne dziecko nie wie nic o tej miłości, którą mają dla niego rodzice, i nawet nie powinno wiedzieć. Zatrułoby mu to życie aż do końca.

Mówi się draniowi: "To nieładnie być taką świnią, zastanów się, popraw się" - próżne gadanie: nie rozumiemy tego, że większość draniów jest świadomie właśnie draniowata - oni wiedzą o tym i nie chcą być innymi, o ile tylko mogą draniowatość tę dobrze zamaskować.
"Czy można patykowi przebaczyć, że jest patykiem" - jak mówił Tadeusz Szymberski - i miał rację.

Słucham Twoich kłamstw po to, aby móc łgać dalej bez wyrzutów sumienia. (W tym pamiętniku jestem właściwie tym, który jest Ciebie godnym, tj. pospolitą świnią.)...

Kiedy Cię naprawdę kochałem, wtedy mnie nie było wcale. Miałem potworne chwile. Teraz, kiedy ciągle kłamię (najwyższy sposób: mięszanie prawdy z kłamstwem, to co Ty jeszcze źle robisz), coraz bardziej jestem sam dla siebie, zaczynam istnieć naprawdę.