Wiemy, że w niektórych afrykańskich państwach jeszcze do niedawna istniała praktyka zakąszania swoimi politycznymi przeciwnikami. U nas takiej praktyki nie ma.
Pozwoliłabym mu wsadzić w siebie swojego chuja - chuja, którego wtykał w rozkładające się gardła trupów - gdyby tylko przyrzekł, że nie zdechnę jak pies, torturowana skurczami mięśni i drgawkami. Gdyby tylko obiecał, że mnie uwolni.
Wszyscy czuli śmierć w sobie, mniej lub więcej świadomie, i to może było powodem konsolidacji tych przypadkowych znajomości w głębsze przyjaźnie i miłości. Samice, silniejsze oczywiście w takich układach od samców, węszyły nowe perwersje w stosunku do upadłych do głębi (nawet przy pozorach siły) mężczyzn. Psychiczny nekrofilizm z jednej strony, autogalwanizowanie się zastygłych już trupów – z drugiej. Nikt nie zdawał sobie dokładnie sprawy, kim jest w istocie (już nie metafizycznie, ale społecznie) na tle zawiłych przelotnych struktur społeczeństwa i wyobrażał sobie siebie zupełnie inaczej, niż należało. [...] Wszyscy zstępowali w otchłań – niektórzy myśleli przy tym, że idą ku szczytowi.
On bardzo miał ochotę tę małą dziewczynkę pogwałcić. Ale nie mógł, nie chciał, nie potrafił sam z siebie tego zrobić. Więc wymyślił Stawrogina, czy jak było temu jemu, pomyliło mi się teraz. I został Dostojewskim pisarzem. Ja tak samo. I chodzi o rekompensatę. Myślałem, myśli mam złe i skłonności, ale cóż, kiedy jednocześnie mam i dobre, za poczciwy jestem, a może za słaby, a może coś wrodzonego, że wolę, żeby ludziom było lepiej niż gorzej, bo "gorzej" w życiu i tak jest immanentne i nie ma potrzeby go powiększać, i tak porcja jego będzie dostateczna, ono w czas do drzwi zapuka, więc lepiej ludzi cieszyć niż ich krzywdzić.