Jeżeli jestem sam w lesie, nie może mnie spotkać żadna podłość, nie mogę usłyszeć kłamstwa ani świstu bata.
Coś w tym styczniowym, syberyjskim pejzażu obezwładnia, przygniata, poraża. Przede wszystkim jego ogrom, jego bezgraniczność, jego oceaniczna bezkresność. Ziemia nie ma tu końca, świat nie ma końca. Człowiek nie jest stworzony na taką bez-miarę.
Istnieją pewne dowody, że to człowiek przyczynia się do globalnego ocieplenia. Ale co z tego? Poradzimy sobie z tym. To nie jest katastrofa. A zimno rani ludzi o wiele gorzej niż ciepło.
Rosą zwilżyj mi rzęsy, skostniałe od skwaru, Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru, A ja w kwiatach spodem dłoni Nauzbieram różnej woni I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru.
Natura jest zawsze bardziej subtelna, bardziej skomplikowana, bardziej elegancka niż to, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.
Warto zauważyć, że chociaż niektóre delfiny nauczyły się angielskiego - do pięćdziesięciu słów użytych we właściwym kontekście - żaden człowiek nie nauczył się języka delfinów.
Oczywiście wolałbym wokół siebie mieć naturę, ale nie musi być to dokładnie ten sam rodzaj wegetacji z nostalgicznych powodów. Natura jest w ruchu i tworzy nowe rzeczy.
Mchy mówiły: „Ach, cóż za złocistość? Chyba będzie jaka uroczystość”. Dzięcioł z dębem rozmawiał znacząco, że się cudo zdarzyło na łące.
W naturze nie ma linii prostej, Ludzki to wymysł sztuczny. Patrząc w skłębione żyworosty, Chaosu, chaosu się uczmy. Pogięty, kręty i strzępiasty Jest każdy stwór w naturze, A prostą linią łączą gwiazdy Głupcy i tchórze.
Jeżeli pojedyncza komórka może, pod wpływem pewnych czynników, stać się człowiekiem na przestrzeni dwudziestu lat, to nie ma nic niedorzecznego w hipotezie, że pod wpływem innych czynników komórka może, w ciągu milionów lat, dać początek rodzajowi ludzkiemu.
Anegdoty przychodzą nawet w pochmurny dzień. Podobne do rośliny zwanej dziwaczkiem, po łacinie Mirabilis jalapa. Świetny obiekt do badań genetycznych. Kwitnie nocą, a nawet próbuje kwitnąć kiedy pada deszcz.
Skromne i niepokaźne kwiaty, rozwijające się w dolinach umierają może, gdy przesadzić je nazbyt blisko niebios, w rejony, gdzie zbierają się burze, a słońce pali.
Nie ma rzeczy ulotniejszej niż kształt zewnętrzny, który więdnie i zmienia się niby kwiat polny, kiedy przychodzi jesień.
Wiecie czego tu najbardziej brak? Trawy, zwykłej trawy. Nigdy nie przypuszczałem, że jest tak... potrzebna...
Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci. Com czynił – wszystko było pisane na wodzie. Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie, Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.