Coś w tym styczniowym, syberyjskim pejzażu obezwładnia, przygniata, poraża. Przede wszystkim jego ogrom, jego bezgraniczność, jego oceaniczna bezkresność. Ziemia nie ma tu końca, świat nie ma końca. Człowiek nie jest stworzony na taką bez-miarę.
Jednym z celów tych operacji było stworzenie człowieka wykorzenionego, wyrwanego ze swojej kultury, ze swojego otoczenia i pejzażu, a tym samym bardziej bezbronnego i posłusznego wobec nakazów reżimu.
Moja nowa powieść "Siekierezada, albo zima leśnych ludzi" (...) ma za tło zimę i leśnych ludzi. Tak zwana akcja powieści rozgrywa się w lesie na zrębie, gdzie bohater pracuje, oraz we wsi gdzie bohater mieszka na kwaterze u Babci Oleńki. Rozgrywa się także w miejscach okolicznych - w gromadzkiej wsi Hopla, gdzie znajdują się między innymi restauracja "Hoplanka" i ośrodek zdrowia, oraz we wsi Czerniawa gdzie pewna bliżej nie zidentyfikowana baba pędzi bimber po który od czasu do czasu zachodzą bohater utworu i jego kumpel po siekierze Peresada. To wszystko to warstwa zewnętrzna utworu. Warstwą wewnętrzną są przeżycia bohatera - Janka Pradery - jego niewymowna miłość do dziewczyny którą nazywa gałązką jabłoni i jego dziwna choroba, która objawia się tym, że nawiedza go co pewien czas jakiś dym. Dym który osacza go i całkowicie obezwładnia.