Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Jan Lechoń (Leszek Józef Serafinowicz)

Jan Lechoń (Leszek Józef Serafinowicz) cytaty

Jan Lechoń (Leszek Józef Serafinowicz) (ur. poniedziałek, 13 marca 1899; zm. piątek, 8 czerwca 1956) przeżył 57 lat, 2 miesiące i 26 dni

Jan Lechoń to pseudonim artystyczny Leszka Józefa Serafinowicza. Polski poeta, prozaik będący jednocześnie krytykiem literackim i teatralnym. Działacz polonijny w USA w zakresie krzewienia i rozwijania kultury polskiej.

Wśród okrzyków hord pogańskich
Trzeba, trzeba świętych Pańskich.
Wiec niecił łoskot się rozlegnie
Wpośród nocy tej bez gwiazd.
Płytę grobu weź w ramiona
I jak Książę z Calderona
Idź od Wilna do Warszawy.
Stań na murach naszych miast!

Ty masz różne miłości, ja tylko - otchłanie,
W które coraz mnie głębiej twa nieczułość strąca.
A jednak tyś jest światłość, tym mrokom świecąca.
Gdy cię kochać przestanę - co się ze mną stanie?

Za oknami świt czerwony,
Jeszcze sennych szelest drzew,
Słońce wraca z drugiej strony,
Ptak zbudzony zaczął śpiew.

Z pomnika, wzniesionego za najeźdzcy zgodą,
Mickiewicz zamyślony patrzał na Warszawę.

Ujrzał łunę nad miastem i więzienne kraty,
Okrucieństwa nie znane ludzkiej wyobraźni
I slyszał, kiedy cichły moskiewskie armaty,
Ażeby swym milczeniem dopomóc tej kaźni.

Wychodzę z różą w ręku, z księżycem pod pachą,
A resztę pozostawiam dla nowych poetów.

Wszyscy prawdziwie wielcy ludzie lubią dawać się tyranizować słabej istocie.

Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość – obydwie zarówno.

Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła.
Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma.

Im głębiej idziem w życie, coraz większa troska,
Coraz większa nas nęka obawa tej chwili,
Gdy wreszcie się ostatnia zasłona rozchyli:
Biedna ludzka komedia – okaże się boska.

Czytelniku wybredny, który śnisz o Troi
I chciałbyś widzieć wszystko na miarę Homera!
Ślepy człowiek w Warszawie na ulicy stoi
I śpiewa Warszawiankę, i grosz w czapkę zbiera.

Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci.
Com czynił – wszystko było pisane na wodzie.
Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie,
Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.

Biedni ci, co nie mogą uwierzyć w rusałki,
Ani w duchy, we wróżby, ani w Pana Boga!

A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę.

Galeria - kliknij aby powiększyć