- Zimnoręki?
- To nie jest jego prawdziwe imię - wyjaśniła Goździk, kołysząc się w przód i w tył. - Nazwaliśmy go tak z Samem. Ręce miał zimne jak lód, ale uratował nas przed umarłymi, on i jego kruki, a potem przywiózł nas tu na łosiu.
- Na łosiu? - zapytał oszołomiony Bran.
- Na łosiu? - powtórzyła zdumiona Meera.
- Kruki? zdziwił się Jojen.
- Hodor? - rzekł Hodor.
To prawdziwe błogosławieństwo zapomnieć przez innych o sobie.