- Tak, ty. Przystrzyżesz trawnik, Richie.
- W porządku, tato. Oczywiście - powiedział Richie i nagle w jego umyśle pojawiło się straszne podejrzenie. Może jego ojciec nie miał na myśli tylko frontowego trawnika.
Uśmiech Wentwortha Toziera zmienił się w szeroki, drapieżny, rekini grymas.
- Całość, kretyński potomku moich lędźwi. Trawnik frontowy, tył i boczne. A kiedy skończysz, położę na twoją dłoń dwa zielone kawałki papieru z podobiznami George'a Washingtona z jednej strony i wizerunkami wciętej piramidy z Zawsze-Czujnym-Okiem z drugiej.
