Sammy czytał gazety. Lubił kolorowych i twierdził, że powinni mieć prawo głosu na Południu i w ogóle móc mieszkać, gdzie im się żywnie podoba. Nie obchodziło mnie, gdzie mieszkają, dopóki nie mieszkali obok mnie. Nigdy nie lubiłem naprawdę nikogo, kogo nie znałem osobiście. Lubiliśmy przez jakiś czas Roosevelta, kiedy został prezydentem, ale głównie dlatego, że nie był Herbertem Hooverem, ojcem Couglanem z Detroit, żadnym innym republikaninem, względnie którymś z tych zapyziałych antysemitów z Południa albo Środkowego Zachodu. Nie ufaliśmy mu jednak i nie wierzyliśmy w to, co mówił. Nie ufaliśmy bankom, nie wierzyliśmy w bankowe wyciągi i kiedy tylko się dało, załatwialiśmy nasze interesy gotówką. Nie lubiliśmy Niemców jeszcze przed nastaniem Adolfa Hitlera. A spośród Niemców najmniej szans w naszym domu mieli niemieccy Żydzi. I to nawet po objęciu władzy przez Hitlera.
