(...) najwyższym darem łaski bogów Jest niewątpliwie u człowieka rozum.
Z łaski Boga przez was królem waszym obrany zostałem; przybyłem za waszymi prośbami, waszymi głosami. Przez was korona została na ma głowę włożona, zatem jestem królem waszym ani nie urojonym, ani nie malowanym. Chcę panować i rządzić i ani nie ścierpię, aby ktoś z was w tym mi przeszkadzał...
Muzyka była podzielona na różne rodzaje i style: jeden rodzaj pieśni stanowiły modły do bogów, nazywano je hymnami, przeciwny im charakter wykazywał inny rodzaj pieśni, można by je nazywać trenami.
Porzuć nadzieję, że prośbami zmienisz los przez bogów wyznaczony.
Co ty wiesz o rasizmie, patrzysz w tą telewizję Pierdzisz w stołek, nienawidzisz Żydów, czarnych, a się ciśnie (...) (...) Z relacji wiem jak smakuje piekło, umysłowe kalectwo Nie chcę się poddać tym konsekwencjom No problema, to nie Korea czy Indie Dzięki ci Boże, że mnie nie zesłałeś gdzie indziej Wobec zagrożeń pozwalasz mi dalej istnieć Tu wierzą w wojnę, wierzą w pieniądz brat, ale nie w Biblię Wątpię w ten system jak i w przejaw tolerancji Za ten konflikt w Zatoce, Strefie Gazy czy Falklandy Skurwysyny nie starczy wam morfiny Karma nie zna łaski jak i dopada tych mściwych
Marek Kamiński idzie na tych swoich nartach do bieguna, bo coś go tam ciągnie. Mnie ciągnie do dzikich plemion, tam gdzie biały człowiek jeszcze nie postawił stopy, albo był tam 80 lat temu. Dla alpinistów wyzwaniem jest zdobycie K–2 zimą, dla mnie podróż w głąb dżungli i wkupienie się w łaski dzikiego plemienia, które do obcych strzela z dmuchawki.
Bycie nazwanym zdrajcą przez Dicka Cheneya, jest najwyższym honorem jaki można oddać Amerykaninowi.
Istnieją u nich (Massagetów) następujące zwyczaje. Każdy wprawdzie żeni się, ale żon używa się wspólnie.(...) Mianowicie jeżeli Massageta pożąda jakiejś niewiasty, wtedy zawiesza swój kołczan na wozie i spółkuje z nią bez żenady. Specjalna granica wieku u nich nie istnieje; tylko jeżeli ktoś się bardzo zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają go i wraz nim jeszcze owce, gotują mięso i obficie nim się raczą. Taki los uchodzi u nich za najszczęśliwszy. Kto natomiast umrze wskutek choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi, i ubolewają nad nim, że nie udało mu się być zarżniętym. Nie sieją nic, tylko żywią się mięsem bydlęcym i rybami, których im obficie dostarcza rzeka Arakses (Syr-daria). Za napój mają mleko. Z bogów czczą tylko słońce, któremu ofiarują konie. Sens tej ofiary jest taki: najszybszemu z bogów poświęcają najszybsze ze wszystkich stworzenie.
Mount Everest to był w swoim czasie dla mnie najwyższym szczytem, symbolem czegoś naj. Dla innych również i pewnie dlatego przyniósł mi trochę popularności, stałam się trochę dzieki temu znana. Poprostu pewnie ja symbolizowałam dla innych ludzi możliwość, szansę osiągnięcia czegoś naj. Poprostu myślę że przed tym byłam mniej znana, i nagle do wiadomości publicznej dostała się wiadomość, że Polka weszła na Mount Everest.
Intuicja jest darem od Boga, podobnie, jak talent. Tych dwóch elementów nie można się nauczyć. I jeżeli owej intuicji, owej umiejętności chłonięcia, tej wyobraźni się nie posiada, nawet nie można marzyć o tym, żeby zostać aktorem.
Nie zaglądam też do internetu. To przykre czasy, w których można być anonimowym i bezkarnie komentować, często raniąc innych. Zawsze w takich momentach przypomina mi się dzieciństwo na wsi, gdzie były tzw. sławojki. Na jednej z nich był napis: "Proszę was z łaski nie robić na deski, patrzeć do góry i celować do dziury". Tym dla mnie są właśnie te anonimowe komentarze.