Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cóż to za strata inwencji — oficjalne imiona i nazwiska. Nigdy się ich nie pamięta, są tak oderwane od osoby i banalne, że w niczym jej nie przypominają. Na dodatek każda generacja ma swoje mody i nagle wszyscy nazywają się Małgorzata, Patryk albo — nie daj
Boże — Janina. Dlatego staram się nigdy nie używać imion i nazwisk, lecz raczej określeń, które przychodzą do głowy samoistnie, gdy patrzymy na kogoś po raz pierwszy. Jestem
przekonana, że jest to najwłaściwszy sposób używania języka, nie zaś przerzucanie się słowami wypranymi ze znaczeń. (...) Uważam, że każdy z nas widzi innego Człowieka w swój własny sposób, więc ma prawo nadać mu takie imię, jakie uważa za stosowne i pasujące. Tak oto jesteśmy wieloimienni. Mamy tyle imion, z iloma ludźmi wchodzimy w jakieś związki. Nazwałam Świerszczyńskiego Matogą i myślę, że to miano dobrze oddawało jego Właściwości.

Olga Tokarczuk: Cóż to za strata inwencji — oficjalne imiona i nazwiska....
Udostępnij obrazek cytatu, kopiując kod HTML:

<a href="https://cytatybaza.pl/cytat/coz-to-za-strata-inwencji-oficjalne-imiona-i-nazwiska-nigdy-sie-ich-nie.html"><img src="https://cytatybaza.pl/cytat/obrazek/coz-to-za-strata-inwencji-oficjalne-imiona-i-nazwiska-nigdy-sie-ich-nie.webp" alt="cytat" width="600" style="max-width:100%;max-height:952px;"></a>

Nieco podobne cytaty

Wiedzcie tedy, że w czasach wielkiej rewolucji (której historię, napisaną przez wielce uczonego lorda Charendona polecam gorąco waszej uwadze), zamek Baskerville był własnością Hugona tegoż nazwiska, człowieka dzikich namiętności, bezbożnego i rozpustnika. Sąsiedzi byliby mu wybaczyli te błędy, wiedząc, iż zamek nie był nigdy siedliskiem świętych, ale okrucieństwa, jakie popełniał podczas hulaszczych zabaw, stały się przysłowiowe w całej okolicy.

Bo tak naprawdę zawód aktora czy reżysera, szczególnie teatralnego, to jest jętka jednodniówka. O aktorach, wielkich moich mistrzach, zdający do szkoły teatralnej nigdy nie słyszeli. Nic im ich nazwiska nie mówią. Dlatego krytyki teatralnej nigdy specjalnie nie lubiłem. Bo to co krytyk pisze, zostaje. I nieuczciwa, niesprawiedliwa krytyka, staje się później przedmiotem naukowych rozważań.

Kto będzie pamiętał o tej całej hołocie za dziesięć czy dwadzieścia lat? Kto dziś pamięta imiona bojarów, których pozbył się Iwan Groźny? Nikt. Ludzie muszą wiedzieć, że pozbył się wszystkich swoich wrogów. W końcu wszyscy dostali to, na co zasłużyli.[...] Iwan zabił za mało bojarów. Powinien zabić ich wszystkich żeby stworzyć silne państwo.

Ja wiem, co to znaczy strata kogoś bliskiego. Natomiast to, jak ja to przeżywam, a jak ja to artykułuję to są moje prywatne sprawy.

Informacje, jakie oficjalne koła żydowskie otrzymały o rzekomych dyskryminacjach Żydów przez polskie władze wojskowe w Rosji, są nieścisłe. Mogły być indywidualne wystąpienia oficerów, niezupełnie poprawne. Dlaczego jednak dotąd oficjalne koła żydowskie nie potępiły jawnej zdrady i innych zbrodni, jakich się wobec Polski i polskich obywateli dopuszczali przez cały czas okupacji sowieckiej.

Musiałem zmienić nazwisko aby wyzwolić siebie, i dowiedzieć się, czy mogę to zrobić /osiągnąć aktorski sukces/ bez chodzenia do biur w Hollywood z nazwiskiem Coppola.

Jak się dostałem do niewoli, to uważałem, że to jest najnieszczęśliwszy moment mojego życia. Dla mnie wszystko się skończyło. Nie zdawałem sobie sprawy, że miałem w tym dniu jakieś wyjątkowe szczęście, bo wszyscy ci, którzy pozostali po drugiej stronie bugu, bez wyjątku, znalazłem ich nazwiska na listach Katyńskich. Wszyscy zginęli.

Chyba jakiś podświadomy wpływ wywarło na mnie to, że jak wchodziłem go gimnazjum codziennie rano, to była ogromna tablica marmurowa na której złotymi głoskami były wyryte nazwiska wszystkich wychowanków którzy zginęli w obronie Warszawy w 1920 roku. Codziennie człowiek patrzył na tych poprzedników.

Kiedy Janusz Majewski do mnie zadzwonił, informując, że będzie to kręcił, na podstawie powieści Kazimierza Sejdy, i pytając, czy bym wziął w tym udział, naturalnie się zgodziłem. Chciałem tylko wiedzieć, kto w tym będzie uczestniczył. Bo ważne jest, w jakim towarzystwie będzie się film produkować. Kiedy wymienił mi nazwiska Marka Kondrata czy Wiktora Zborowskiego, a zwłaszcza dwóch Węgrów, wiedziałem, że muszę w to wejść. Von Nogay to w swym komizmie okrutny typ, znęcający się nad swoim ordynansem, zaglądający też do kieliszka.

Normalne, oficjalne teatry swoje ustabilizowane bytowanie zawdzięczają szalonemu, skandalizującemu prowadzeniu się swoich przodków, które dziś jeszcze wywołałoby na pewno duże zastrzeżenia – Craig, Piscator, Schlemmer, Meyerhold, Pronaszko, Schiller.