Albo taka Warencowa. Żyła z mężem siedem lat, rzuciła dwoje dzieci i palnęła mężowi w liście prosto z mostu: „Zrozumiałam, że z tobą nie mogę być szczęśliwa. Nigdy Ci nie wybaczę że mnie oszukiwałeś, ukrywając przede mną istnienie innego ustroju społecznego, to jest komuny. Niedawno dowiedziałam się o tym od pewnego szlachetnego człowieka, któremu się oddałam i z którym zakładam komunę. Mówię bez ogródek, bo uważam, że niegodne byłoby cię oszukiwać. Rób, co uważasz za stosowne. Nie licz na mój powrót, jesteś zbyt zapóźniony. Życzę szczęścia”. Tak się pisze takie listy!
Dzień dobry. Cieszę się z naszego spotkania. Tym, którzy przez siedem lat nie zwątpili – dziękuje.
Mogę zaprosić Lecha Kaczyńskiego z żoną oraz Jarosława Kaczyńskiego z mężem.
Żałuję, iż przez małżeństwo weszłam do niemieckiej rodziny.