Pamiętajcie, że mężczyzna nigdy nie zmieni kobiety. A na odwrót jest to możliwe i prawie zawsze w dobrym kierunku.
Nie mogąc dać ludziom wolności i dobrobytu, decydenci dawali im igrzyska. Wszystko zmieniło się wraz z upadkiem tamtego systemu. Nagle zaczęliśmy traktować sport jako margines życia publicznego. I to był nasz wielki błąd.
Piłkarz światowej klasy pogra rok, dwa i jest ustawiony do końca życia. Te niebotyczne zarobki to głupota. Gdyby wszyscy piłkarze zarabiali o 50 procent mniej, to w piłkę graliby tak samo. Ani gorzej, ani lepiej.
Tym, którzy chcieli trenera z zagranicy, mogę pokazać paszport włoski, a tym, którzy chcieli krajowego – paszport polski.
Polska jest piłkarskim Titanikiem. Tam statek był dwa metry pod wodą, a niektórzy dalej tańczyli. Mam wrażenie, że z naszym futbolem jest podobnie. Idziemy na dół, ale zabawa trwa. Jak gramy między sobą, to jest fajnie, podniecamy się... A jak przyjdzie grać w Europie, to zabawa kończy się bardzo szybko.
Nasi piłkarze stanęli przed szansą na historyczny sukces, przed własną publicznością, mieli swój moment, ale woleli się kłócić o pięć biletów i pięć tysięcy euro. Znów zgubiło nas polskie piekiełko. Czuję okropny niedosyt.
Jest piękny, ładny, cudowny, jest jak… Titanic. Trzeba zobaczyć czy będzie płynął prosto czy będzie miał problemu z zarobieniem na siebie.
Kiedyś, jak szliśmy na mecz w dziesięciu i szedł jeden policjant, to się baliśmy. Teraz idzie dziesięciu policjantów i dwóch typów, i to policjanci się boją.
I są już pierwsze konsekwencje tego, że u nas jest inaczej. Praw telewizyjnych nie można sprzedać, ceny są niższe. Płacimy za to, że pielęgnujemy bydło, pielęgnujemy 150 kibolskich głów w każdym klubie. Płacą za to wszyscy, i to miliony euro. Kiboli zadymy nic nie kosztują. W Anglii wejście na boisko to 5 tys. funtów kary i 10 lat zakazu stadionowego.
Czułem się jednak spełniony, zdobywałem europejskie puchary, miałem medal MŚ, a tu na zgrupowaniu kadry słyszę, że nie można nosić ciemnych okularów czy coś podobnego.
Na torach ulicznych, jeżeli się dobrze wystartuje, jest się pierwszym i nigdzie się nie walnie, raczej nie ma szans, żeby nie dojechać na pierwszym miejscu. Ulica nie ma przyczepności, jest brudna i na ogół wyprzedzanie kończy się przywaleniem w barierę.
Niewiele. To tak jakbyście się opuścili mniej więcej do tego poziomu (wchodzi pod stół) i mieli oczy trochę powyżej powierzchni tego blatu. Spróbujcie. Naprawdę mało co widać. Jak się jedzie tuż za kimś, to często nie można nawet zobaczyć tylnego skrzydła jego bolidu, które i tak jest najwyższą częścią auta. Widzi się, powiedzmy, trzydzieści metrów do przodu. Jestem dość wysoki jak na kierowcę, właściwie na limicie, ale lubię siedzieć bardzo nisko.
(...) przed wypadkiem byłem w trochę lepszej formie, ale po wypadku byłem w dużo gorszej formie, przez ostatnie 19 miesięcy, były to długie miesiące, no i na szczęście (...) wreszcie można zasiąść za kierownicą, wrócić do tego co robiłem przez długie lata
Jak ktoś po raz piąty zadaje mi pytanie, kiedy zacząłem jeździć, to się dziwię, bo kto jak kto, ale dziennikarze powinni to wiedzieć, skoro przychodzą na wywiad.