Potem poszliśmy do łóżka. Światła były pogaszone, wlazłem na nią po ciemku, raz czy dwa razy popchnąłem do oporu i znieruchomiałem. - Słuchaj, jak ty masz właściwie na imię? - A czy to, do cholery, nie wszystko jedno? - spytała.
witaj w moim robaczywym piekle. muzyka rzęzi nieczysto. rybie oczy patrzą ze ściany. to tu padł ostatni szczęśliwy strzał.
Nazwij mnie betonem, jeśli chcesz, niekulturalnym chamem, pijakiem, kimkolwiek. To świat mnie ukształtował, a ja ukształtowałem to, co się dało.
- Przyniosę piwo. I będę musiał przyprowadzić żonę. Jesteśmy razem od 27 lat. - Nie zazdroszczę, odparłem. - Nie, nie, to jedyny sposób na życie. - A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież nie znasz innego.
Wyjechałem z Filadelfii - w poszukiwaniu nowych kłopotów. Kłopoty znalazłem, jak zwykle, ale tego, czego szukałem - poza kłopotami - jeszcze nie.
Kiedy się obudziłem, usłyszałem ją w łazience. Może powinienem był ją zerżnąć? Skąd facet może wiedzieć, co ma robić? Doszedłem do następujących konkluzji. Jeśli żywisz do kobiety jakieś uczucia, powściągnij swoją naturalną chęć, by ją natychmiast zerżnąć. Nie obawiaj się, zdążysz. Jeśli jej nie znosisz od samego początku, spróbuj od razu ją wydymać.
Nie. Zabłąkałem się na skutek ignorancji i strachu. Nie jestem normalnym facetem. Jestem pełnym zahamować pętakiem z miasta. Ot, jeszcze jeden nieudacznik, który nie ma nic do zaoferowania.
za kwadrans północ a ja pijany...słuchaj, wyluzuj, czytałeś gorsze wiersze niż ten...a ja je napisałem.
- Chcę porozmawiać z Tobą sam na sam, Lydio. - Podobają mi się Twoi znajomi. Nie mam tylu okazji do spotykania się z ludźmi co ty. Lubię ludzi! - Ja za nimi nie przepadam. - Wiem. Ale ja ich lubię. Ludzie przychodzą, żeby się z tobą zobaczyć. Może gdyby nie przychodzili w tym celu, bardziej być ich akceptował. - Nie, im rzadziej ich widuje, tym bardziej ich lubię.
"poroniony raj" złe dni i złe noce zdarzają się teraz zbyt często, stare marzenie, żeby przed śmiercią przeżyć kilka łatwych lat - rozwiało się jak wszystkie inne. szkoda, szkoda, szkoda. od początku, przez cały wiek średni aż do końca: szkoda, szkoda, szkoda. chwilami błyskały iskry nadziei ale szybko tonęły z powrotem w tej starej miksturze: w smrodzie rzeczywistości. nawet kiedy szczęście sprzyjało a życie tańczyło wcielone, wiedzieliśmy, że nie potrwa to długo. szkoda, szkoda, szkoda. chcieliśmy więcej niż w ogóle było możliwe: kobiet kochających i roześmianych, nocy dość dzikich nawet dla tygrysa, chcieliśmy dni, które szłyby przez życie z pewną gracją z odrobiną sensu z wiarygodnym pożytkiem i nie nadawałyby się tylko do wyrzucenia lecz byłyby warte pamiętania byłyby czymś, czym można szturchnąć śmierć w bebech. szkoda, szkoda, szkoda. w ogólnym rozrachunku nasza małostkowa udręka jest oczywiście głupia i próżna ale czuję, że nasze marzenia takie nie były. i nie jesteśmy sami. nieubłagane okoliczności to nie jest czyjaś osobista zemsta na jednostkowym ja. inni doznają tego samego piekącego chaosu. szaleją, giną z własnej ręki, szarzeją i biegną ku urojonym bóstwom porażeni albo idą w alkohol, w narkotyki w przyrodzoną głupotę, nikną w tej masie nicości którą nazywamy rodzinami, miastami, krajami. ale nie tylko los jest winien. sami zmarnowaliśmy swoje szanse, zadławiliśmy własne serca. szkoda, szkoda, szkoda. jesteśmy teraz obywatelami nicości. nawet słońce zna smutną prawdę o tym jak każdy z nas oddał swoje życie i śmierć we władzę prostego rytuału zbędnego tchórzliwego rytuału a potem chyłkiem umykając sprzed oblicza chwały obracając własne marzenia w gnój mówił nie, nie, nie, nie najpiękniejszemu TAK jakie dotąd wypowiedziano: samemu życiu.
Większość pijaków, których znam, wcale nie jest interesująca. Oczywiście ludzie trzeźwi też na ogół nie są interesujący.
Ktoś nacisnął przycisk i wół dostał za swoje. Dostał, by trafić na rynki mięsne całego świata. Dostał, żeby wpaść w ręce rozplotkowanych, rozchichotanych, wypoczętych i ograniczonych gospodyń domowych całego świata, które o drugiej po południu siedzą w szlafrokach, zaciągają się pobrudzonymi szminką papierosami i nie czują dosłownie nic.