To bardzo dziwne, Harry, ale tak już jest, że ci, którzy najbardziej się nadają do sprawowania władzy, nigdy jej nie pragną.
Tak miło było być przez kogoś przytulanym. Szkoda, że ich związek nie mógł ulec destylacji i przejść w stan prostych gestów pocieszenia, niewymagających słów. Po co ludzie w ogóle nauczyli się mówić?
Świat się zmienia, a my zmieniamy się razem z nim. W tym świecie jest mi lepiej, ale ten świat nie jest lepszy.
- Na twoim miejscu nie szedłbym tędy - powiedział Prawie Bezgłowy Nick, przenikając tuż nad Harrym przez ścianę korytarza. - Irytek szykuje zabawny dowcip temu, kto pierwszy przejdzie obok popiersia Paracelsusa w połowie korytarza. - A w tym dowcipie Paracelsus spada temu komuś na głowę, tak? - To dość zabawne, ale zaiste spada- odparł Prawie Bezgłowy Nick znudzonym tonem. Profesor McGonagall wstała, rozdymając nozdrza i zaciskając usta. Harry też wstał. - Weź sobie jeszcze jedno ciasteczko - warknęła, rzucając mu puszkę. - Nie, dziękuję- odrzekł Harry obrażonym tonem. - Nie bądź śmieszny! Wziął ciasteczko.
Przyjmij wreszcie do wiadomości istnienie innych ludzi! Wydaje ci się, że rzeczywistość podlega negocjacji!? Że będzie dla nas taka, jak zechcesz!? Przyjmij do wiadomości, że jesteśmy równie realni jak ty. Przyjmij do wiadomości, że nie jesteś Bogiem!
- Muszę się porozumieć z dementorami. Przyrzekłem, że ich powiadomię, kiedy zakończymy przeszukiwanie zamku. - Nie chcieli nam w tym pomóc? - zapytał Percy. - O, tak, chcieli - powiedział chłodno Dumbledore. - Ale dopóki ja tu jestem dyrektorem, żaden dementor nie przekroczy progu tego zamku.
- Ależ Hermiono, mamy jeszcze kupę czasu do egzaminów. - Dziesięć tygodni odpowiedziała sucho Hermiona. I wy to nazywacie kupą? Dla Nicolasa Flamela to zaledwie sekunda.
Nie zobaczyłem jednak na świecie niczego, co potwierdzałoby pańską słynną tezę, Dumbledore, że miłość jest potężniejsza od tych moich rodzajów magii.
Nie wiedziałem, czy chcesz usłyszeć, że ten ten zamknięty w sobie, podstępny, niebezpieczny starzec cię kocha.
Szczerze mówiąc, bardziej przypominasz mamę. Jesteś dzielny, nieprzejednany, dowcipny. To mi się podoba i dzięki temu jesteś świetnym synem.
Chciałem tylko powiedzeć, że...W sumie niewiele o tym wiedziałem, więc nie mogę wziąć na siebie odpowiedzialności...A moje dzieci na pewno nie miały z tym nic wspólnego...No, ale skoro oni wszyscy tu stanęli, to ja też.
Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą stwierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu.
- A myśli też o tym, co się wówczas stanie? – mruknął Harry. – Może ma nadzieję, że ktoś inny zabije Voldemorta, kiedy my tu będziemy pomagać jej w robieniu babeczek nadziewanych jagnięciną? Harry do Ginny podczas przygotowywania kolacji w Norze.
Nie wolno odczuwać niechęci do własnych dzieci. Należy je lubić za wszelką cenę, choćby nie spełniały naszych oczekiwań i stały się kimś, kogo – gdyby nie więzy krwi – najchętniej omijalibyśmy z daleka, przechodząc na drugą stronę ulicy.
Od tego momentu porzucimy solidną podstawę faktów i wyruszymy razem w podróż przez mroczne bagniska pamięci do gęstwiny najśmielszych domysłów.