Tyrion patrzył z ponurym podziwem, jak jego pan ojciec zwraca się do półdzikich członków klanów.
- Podobno ludzie z gór to nieustraszeni wojownicy.
- To prawda - odparł Conn z Kamiennych Wron.
- Ich kobiety są tak samo odważne - dodała Chella.
- Przyłączcie się do mnie, a zostaną spełnione wszystkie obietnice mojego syna - powiedział Lord Tywin.
- Zapłacisz nam tak jak chcemy? - spytał Ulf, syn Umara. Czy potrzeba nam obietnica ojca skoro mamy obietnicę syna?
- Nic mówiłem nic o potrzebach - odpowiedział mu Lord Tywin. Moje słowa stanowiły jedynie wyraz uprzejmości. Nie musicie jechać z nami. Wojownicy z zimowej krainy to ludzie z żelaza i lodu, boją się ich nawet najdzielniejsi z moich rycerzy.
Sprytnie, pomyślał Tyrion, uśmiechając się pod nosem.
- Spaleni nie boją się nikogo. Timett, syn Timetta, pójdzie z lwami.
- Kamienne Wrony są zawsze pierwsze tam, gdzie zjawiają się Spaleni - oświadczył dumnie Conn. - My też jedziemy.
- Shagga, syn Dolfa, odrobię im męskość i nakarmi nią wrony.
- Pojedziemy z tobą, lwi lordzie - powiedziała Chella, córka Cheyka - pod warunkiem że pojedzie z nami twój syn, półmężczyzna. Kupił życie swoimi obietnicami. Należy ono do nas tak długo, dopóki nie otrzymamy broni.
Lord Tywin zwrócił na syna swoje cętkowane oczy.
- Radujmy się - powiedział Tyrion tonem rezygnacji.
Przyzwyczaiłem się do życia pod Stryjem, to potrafię żyć i pod Ojcem.