Najzwyklejszą myślą uboczną pierwszych chrześcijan była snadź ta: „lepiej jest wmówić w siebie, że jest się winnym, niż że jest się niewinnym, nie wiadomo bowiem dokładnie, jak jest usposobiony ów możny sędzia, — zachodzi jednakże obawa, iż wszyscy okażą się winnymi! Obdarzonemu wielką mocą łacniej jest ułaskawić winowajcę, aniżeli wyznać, że ktoś ma wobec niego słuszność”.
- Podobnie odczuwali biedacy z prowincyi wobec rzymskiego pretora: „jest za dumny, byśmy mogli być niewinnymi”, czyż więc podobna, by to właśnie uczucie nie odzywało się znów w chrześcijańskiem pojmowaniu najwyższego sędziego!