- Kocham cię, Yen.
- Prosiłam bez ostentacji...-urwała, podrzuciła głowę, odgarnęła z policzka czarne loki, szeroko otworzyła fiołkowe oczy.-Geralt!Wyznałeś mi to po raz pierwszy!
- Niemożliwe, dworujesz sobie ze mnie.
- Nie, nie dworuję. Dawniej tylko myślałeś, dziś powiedziałeś.
- To aż taka różnica?
- Ogromna.
- Yen...
- Nie mów z pełnymi ustami. Ja też cię kocham. A nie mówiłam?Bogowie, udusisz się!Podnieś ręce, uderzę cię w plecy. Oddychaj głęboko.
To są chyba jakieś marzenia doradcy prezydenta, powinien sobie wylać wiadro zimnej wody na głowę.
Czego krzyczysz... co noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo.