Czy w ogóle istnieje jakiś jeden świat, ten unus mundus, o którym marzyli filozofowie? Wielkie, neutralne i obiektywne uniwersum, gdzie wszyscy mamy możliwość spotkać się i rozpoznać w sobie bliźniego. Czy może żyjąc w jednej przestrzeni, w istocie żyjemy we własnych fantazmatach?