- Cześć, szamszurko - wita mnie Daniel, wpychając się przede mną do kolejki.
- Szamszurko? - wzdycham i potrząsam głową. Słowo daję, nie wiem, skąd on to wszystko bierze.
- No co, nie podobało ci się, gdy mówiłem do ciebie Hopeless. Nie przypadły ci też do gustu piździelec i cipcia. To może...
- A nie możesz mówić do mnie po prostu Holder?
- Wszyscy cię tak nazywają. A ponieważ nienawidzę wszystkich, to nie mogę. - Bierze dwie puste tace i jedną mi podaje. A potem kiwa głową w kierunku stolika Sky. - Mam nadzieję, że opłacało się wystawić mnie w sobotę dla tej cycatki.
- Ma na imię Sky - prostuję.
- Nie mogę jej nazywać Sky. Wszyscy ją tak nazywają. A ponieważ nienawidzę wszystkich...Wybucham śmiechem.
- To dlaczego w takim razie na Valerie mówisz Valerie?
Rozgląda się dookoła.
- A kto to jest Valerie? - pyta, patrząc na mnie jak na wariata.
- Val, twoja była dziewczyna. A może obecna, sam już nie wiem.
Daniel zaczyna się śmiać.
- Co ty, człowieku. Ona wcale nie ma na imię Valerie, tylko Tessa.
Co, u diabła?
- Val to skrót od valium, bo bierze tego gówna na kopy. Nie kłamałem, kiedy ci mówiłem, że jest popieprzona.
- Czy ty w ogóle mówisz do kogoś po imieniu?
Przez chwilę zastanawia się nad odpowiedzią. W końcu patrzy na mnie ze zdziwieniem.
- A niby czemu miałbym to robić?
Na mą cześć, przyjacielu, nie masz tego wszystkiego, o czem mówisz: nie ma diabła, nie ma piekła.