Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Wiktor Hugo

Wiktor Hugo cytaty

Wiktor Hugo (ur. piątek, 26 lutego 1802; zm. piątek, 22 maja 1885) przeżył 83 lata, 2 miesiące i 26 dni

Victor Marie Hugo był francuskim pisarzem, autorem sztuk teatralnych oraz politykiem popierającym demokrację.

Strona numer 6

Na szczęście Bóg wie, gdzie odnaleźć duszę.

Miłość nie zna celów pośrednich - gubi lub zbawia. Cały los człowieka zawiera się w tym dylemacie; żadna siła fatalna nie stawia tak nieubłagalnie, jak miłość, dylematu: zguba albo zbawienie. Miłość jest życiem, jeśli nie jest śmiercią; kolebką, ale także i trumną. To samo uczucie szepcze w sercu człowieka: ,,nie” i ,,tak”. Ze wszystkich dzieł Boga serce ludzkie daje najwięcej światła i - niestety - najwięcej mroku.

Niewiele myśli się zazwyczaj o kobietach, o biednych kobietach! Liczy się na to, że kobiety nie mają takiego wykształcenia jak mężczyźni, zabrania im się czytać, myśleć, zajmować polityką; czy zabronicie im jutro wieczorem biec do kostnicy, żeby rozpoznać wasze zwłoki?

Dla nas zaś w historii, gdzie dobroć jest rzadkim klejnotem, człowiek dobry ma chyba pierwszeństwo przed człowiekiem wielkim.

...widziałem ogromną stertę najpiękniejszego zboża, zabranego okolicznym chłopom. Dziekan nie musiał się troszczyć o siew i o zbiór. Dzięki temu miał czas, by modlić się do Pana Boga.

A jak subtelnie są wycieniowane wzajemne stosunki tych wielkich panów! Baron bez zezwolenia wicehrabiego nie może obmyć rąk w tej samej co i on misie. Są to wszystko rzeczy znakomite, dzięki nim naród trwa.

Stary człowiek - to myśląca ruina.

Że nam się coś nie podoba to jeszcze nie powód, żeby być niewdzięcznym wobec Boga.

- Dzień jest dla wszystkich. Czemu mnie dana jest tylko noc?
- Czy wiesz - odezwał się ksiądz po chwili milczenia - dlaczego jesteś tutaj?
- Zadaje mi się, że kiedyś wiedziałam - odpowiedziała przesuwając chudymi palcami po czole, jakby chciała pomóc swej pamięci - ale już zapomniałam.
I nagle zaczęła płakać jak dziecko.
- Chciałabym stąd wyjść, panie. Zimno mi, boję się, jakieś robaki łażą po mnie.
- A więc pójdź za mną.
Mówiąc to ujął ją za ramię.

Lecz tym, co pokochał nade wszystko w ojczystym gmachu, tym, co budziło duszę Quasimodo, co prostowało jej skrzydła tak żałośnie stulone w pieczarze jego ciała, tym, co czasem czyniło go szczęśliwym, były dzwony. Kochał je, pieścił, mówił do nich, rozumiał je. (…) A przecież to te właśnie dzwony odebrały mu słuch; lecz matki często najbardziej kochają to dziecko, przez które wycierpiały najwięcej.

Uwolnienie nie jest wyzwoleniem. Wychodzi się z więzienia, nie wychodzi się spod wyroku.

- Tak, okrucieństwa postępu nazywają się rewolucją. A gdy one przeminą, trzeba uznać jedno: ród ludzki otrzymał może tęgie ciosy, lecz postąpił naprzód.

Największym szczęściem na ziemi jest przekonanie, że się jest kochanym; kochanym dla samego siebie, powiedzmy nawet więcej – pomimo samego siebie.

Miłość jest błędem – niech i tak będzie. Fantyna była więc niewinnością pływającą po powierzchni błędu.

To bowiem, co ludzie mówią o innych – niezależnie od tego, czy jest prawdą, czy też fałszem – często tyle samo znaczy w ich życiu i taki sam ma wpływ na ich losy, jak ich czyny.

Brać za źródło prawdy zmysł, którego nam brakuje, to tupet ślepca.

Kochać, teraz czy kiedyś, to wystarczy.

Być "ultra", choć może dziś nie znikło to, co słowo to wyraża, zatraciło ono już swój sens; Wytłumaczmy je.
Być "ultra", znaczy przekraczać granice. Atakować berło w imię tronu, infułę w imię ołtarza; poniewierać rzecz, którą się niesie na własnym grzbiecie; to wierzgać w zaprzęgu; to mieć za złe stosowi, że za słabo podpieka heretyków; to wyrzucać bóstwu, że ma za mało boskości; znieważać z nadmiaru szacunku; twierdzić, że papież ma za mało papizmu, król za mało królewskości, noc za dużo światła; w imię bieli nie zadowalać się alabastrem, śniegiem, łabędziem, lilią; być stronnikiem pewnych spraw tak dalece, że stawać się ich przeciwnikiem; być tak bardzo za, że aż być przeciw.

Rzecz to znana, że koty lubią zatrzymywać się w miejscu między na wpół uchylonymi drzwiami. Któż z nas nie mówił do kota: "Wejdźże nareszcie!" Niektórzy ludzie wobec jakiegoś wydarzenia mają również skłonność do niezdecydowanego dreptania w miejscu, między dwoma postanowieniami, narażając się na zmiażdżenie przez los, zatrzaskujący nagle drzwi pogody. Ludzie nadmiernie ostrożni, choć przypominają koty, i dlatego właśnie, że przypominają koty, ryzykują więcej niż ludzie odważni.

Marzyć o przedłużaniu w nieskończoność rzeczy dawno umarłych i o rządzeniu ludźmi przez balsamowanie, odnawiać naruszone dogmaty, pozłacać na nowo trumny, dźwigać z ruin klasztory, poświęcać ponownie relikwiarze, odświeżać zabobony, ożywiać fanatyzmy, dodawać nowe rękojeści kropidłom i pałaszom, przywracać zakony i militaryzm, wierzyć iż zbawia się społeczność mnożąc pasożyty i narzucać przeszłość teraźniejszości – to wydaje się dziwne. A jednak teorie te mają swoich teoretyków. Ci teoretycy – ludzie zresztą pomysłowi – używają bardo prostej metody: pociągają przeszłość nowym pokostem, który nazywają ładem społecznym, prawem boskim, moralnością, rodziną, czcią praojców, odwieczną władzą, świętą tradycją, praworządnością, religią i idą krzycząc: "Proszę, bierzcie to, dobrzy ludzie!" Tę logikę znali starożytni. Stosowali ją kapłani; smarowali kredą czarną jałówkę i mówili: "Jest biała". Bos cretatus.
Jeśli chodzi o nas, oszczędzamy zawsze przeszłość, a niekiedy szanujemy ją pod warunkiem, że godzi się być martwą. Jeśli chce żyć – atakujemy ją i staramy się ją zabić.
Zabobony, bigoterie, obłudy, przesądy – to larwy; lecz choć są to larwy, trzymają się życia i mimo że nieuchwytne, mają kły i pazury. Trzeba z nimi walczyć wręcz, trzeba wypowiedzieć im wojnę i prowadzić ją bez przerwy, gdyż taka jest dola ludzkości, że skazana została na wieczny bój z widmami. Cień trudno pochwycić za gardło i powalić.

Galeria - kliknij aby powiększyć