Nas nauczono widzieć w kobietach anioły i tak też je traktujemy. Jeżeli one jednak są przede wszystkim samicami, to my wydajemy się w ich oczach głupsi i niedołężniejsi, niż jesteśmy, a Starski musi triumfować. Ten jest panem kasy, kto posiada właściwy klucz do zamku, baronie! - Wokulski.
Kiedy Kochanowski pisał: "Na lwa srogiego bez obawy siędziesz i na ogromnym smoku jeździć będziesz” — z pewnością miał na myśli kobietę...To są ujeżdżacze i pogromcy męskiego rodu!
Czasem zdaje mi się, że jest to człowiek skrzywdzony przez społeczeństwo. Ale o tym cicho!...Społeczność nikogo nie krzywdzi...Gdyby raz przestano w to wierzyć, Bóg wie jakie okazałyby się pretensje. Może nawet nikt by już nie zajmował się polityką, tylko myślałby o wyrównywaniu rachunków ze swymi najbliższymi. Lepiej więc nie zaczepiać tych kwestyj.
I przypatrz się, panie Ignacy, jak zgodnie w kierunku ogłupienia ludzi pracuje pokój dziecinny i salon, poezja, powieść i dramat. Każą ci szukać ideałów, samemu być idealnym ascetą i nie tylko wypełniać, ale nawet wytwarzać jakieś sztuczne warunki. A co z tego wynika w rezultacie?...Że mężczyzna, zwykle mniej wytresowany w tych rzeczach, staje się łupem kobiety, którą tylko w tym kierunku tresują. I otóż cywilizacją naprawdę rządzą kobiety!..
Jak zwykle, tak i tym razem wydobył wszystkie [zabawki], zapełnił nimi cały kontuar i wszystkie jednocześnie nakręcił. Po raz tysiączny w życiu przysłuchiwał się melodiom grających tabakierek i patrzył, jak niedźwiedź wdrapuje się na słup, jak szklana woda obraca młyńskie koła, jak kot ugania się za myszą, jak tańczą krakowiacy, a na wyciągniętym koniu pędzi dżokej. I przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał: "Marionetki!...Wszystko marionetki!...Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one..." Kiedy źle kierowany dżokej wywrócił się na tańczących parach, pan Ignacy posmutniał. "Dopomóc do szczęścia jeden drugiemu nie potrafi - myślał - ale zrujnować cudze życie umieją tak dobrze, jak gdyby byli ludźmi...".
Zatem wielkie miasto, jak roślina i zwierzę, ma właściwą sobie anatomię i fizjologię. Zatem praca milionów ludzi, którzy tak głośnio krzyczą o swojej wolnej woli, wydaje te same skutki, co praca pszczół budujących regularne plastry, mrówek wznoszących ostrokrężne kopce albo związków chemicznych układających się w regularne kryształy.
Jego biedna głowa posiadała nierównie więcej nauki, aniżeli można było udźwignąć na tak bardzo chude szyi.
Był przecie śpiew, wino, kobiety, a jednak wszystko skończyło się nudnościami. Więc - co to jest szczęście?
Ludzkość składa się z gadów i tygrysów, między którymi ledwie jeden na całą gromadę znajdzie się człowiek...Dzisiejsze niedole pochodzą stąd, że wielkie wynalazki dostawały się bez różnicy ludziom i potworom...
Wiem, co mówi się o Żydach w warsztatach, szynkach, sklepach, nawet w gazetach...I jestem pewny, że lada rok wybuchnie nowe prześladowanie, z którego moim bracia w Izraelu wyjdą jeszcze mądrzejsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi...A jak oni wam kiedyś zapłacą!...Szelmy spod ciemnej gwiazdy, ale muszę uznać ich geniusz i nie mogę wyprzeć się sympatii...Czuję, że dla mnie brudny Żydziak jest milszy od umytego panicza - [mówił do Wokulskiego Szuman, Żyd emancypowany].
[...] I dopiero dziś, kiedy dziesięcioma rublami wydobył człowieka z niedoli, kiedy nikt nie mógł głosić przed światem o jego szlachetności, dopiero dziś poznał: co to jest ofiara. Dopiero dziś przed jego zdumionym okiem stanęła nowa, nie znana dotychczas część świata - nędza, której trzeba pomagać.
- Gdzie nie ma winnych, muszą być przynajmniej ukarani. Nie wina, ale kara następująca co zbrodni uczy innych, że tego spełniać nie wolno.
Pastor pokiwał głową i wyciągnął rękę w kierunku sadzawki, na której każdy rzucony przedmiot wytwarzał coraz szersze koła. - Czy widzisz, Gotliebie, te fale?...-pytał fabrykanta.-Widzisz, jak one rosną i płyną coraz dalej?... - Tak się zawsze robi-odparł Adler.-Cóż w tym dziwnego? - Masz racją-rzekł pastor.-Tak się robi zawsze i wszędzie: na sadzawce i w naszym życiu. Kiedy złe czy dobre upadnie na świat, powstają około niego fale coraz większe i idą dalej a dalej... - Nic nie rozumiem!-przerwał Adler pijąc flegmatycznie wino z kielicha. - Zaraz ci wytłomaczę, tylko nie gniewaj się. - Ja się na ciebie przecie nigdy nie gniewam-odpowiedział fabrykant. - Otóż, widzisz jest tak. Ty źle wychowałeś syna i rzuciłeś go w świat jak ten patyk w wodę. On narobił długów, i to jest pierwsza fala. Ty zniżyłeś płace robotnikom i oddaliłeś lekarza, a to jest druga fala. Śmierć Gosławskiego-to trzecia. Nieporządki w fabryce i opisy w gazetach-czwarta. Wypędzanie robotników, procesy-to piąta fala...A jaka będzie szósta i dziesiąta?... - Nic mnie to nie obchodzi!-rzekł Adler.-Niech sobie twoje fale idą w świat i trapią głupich, mnie nic do tego...Pastor rzucił korek przy brzegu sadzawki i znowy wskazał go tkaczowi. - Patrz, Gotliebie! Niekiedy dziesiąta fala odbija się od brzegu i wraca...tam skąd wyszła.
Natura miewa kaprysy i - analogie - dodał. - Motyle istnieją także w rodzaju ludzkim: piękna barwa, latanie nad powierzchnią życia, karmienie się słodyczami, bez których giną - oto ich zajęcie. A ty, robaku, nurtuj ziemię i przerabiaj ją na grunt zdolny do siewu. Oni bawią się, ty pracuj; dla nich istnieje wolna przestrzeń i światło, a ty ciesz się jednym tylko przywilejem: zrastania się, jeżeli cię rozdepcze ktoś nieuważny.
Podróżnicy nie mówią komplimentów, gdyż wiedzą, że pod każdą szerokością jeograficzną komplimenta dyskredytują mężczyznę w oczach kobiet.
Dziwna bowiem jest natura ludzka: im mniej sami mamy skłonności do męczeństwa, tym natarczywiej żądamy go od innych.