Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty historyków

Zobacz listę historyków

Historycy wg. narodowości

Jeszcze większe straty niż powstania przynosiły Polsce, mieszkańcom jej ziem, kolejne lata obcego panowania. Ziemie polskie i ich ludność traktowane były – czy to z perspektywy Petersburga, czy Berlina, czy Wiednia – jako peryferie, mniej lub bardziej ważne, ale zawsze peryferie Imperium. Peryferie, które się wykorzystuje w interesie imperialnego centrum.

Historia jest skomplikowana, ale jeśli sporządzamy próbę jej bilansu, porównując postawę poszczególnych społeczeństw i narodów w okresie II wojny światowej, w okresie tak dramatycznej i tragicznej próby, z jakim nic, co wydarzyło się później nie da się porównać, to bądźmy sprawiedliwi. Właśnie z takiego bilansu wyrasta poczucie dumy polskiej wspólnoty narodowej i walka z tym poczuciem dumy jest zjawiskiem budzącym refleksję, budzącym zastanowienie o jej przyczyny, o jej powody i budzącym opór.

Gdyby większość zdezerterowała, tak jak z armii carskiej w 1917 roku, jak z armii ukraińskiej w 1917 roku, Polski by nie było. Ogromna większość Polaków dała w roku 1920 swoje świadectwo woli istnienia niepodległej ojczyzny. Byli to przeważnie ci, którzy w pełni stali się Polakami dopiero w dwóch, trzech ostatnich pokoleniach, czyli chłopi polscy, bo to przecież oni tworzyli rdzeń tej armii. To od nich zależało, kto wygra Bitwę Warszawską, bo przecież do nich zwracała się cały czas propaganda bolszewicka, nawołując, żeby odwrócili swoje bagnety, tak jak to zrobili towarzysze rosyjscy, ukraińscy, białoruscy. Ale tego polscy chłopi-żołnierze nie zrobili. Obronili swój dom: Polskę.

Dziesiątki tysięcy działań i gestów, z których część budzi po prostu szok, (np. zwołanie ambasadorów Polski z całego świata) żeby wysłuchali szkolenia na temat tego, jak ma wyglądać właściwa dyplomacja państwa polskiego, którego udzielił im szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow na prośbę ministra Radosława Sikorskiego.

Twórcy państwa, które otrzymał w spadku Mieszko, o tym nie myśleli. Nie wiedzieli może nawet, że kładą fundament pod Polonię/Polanię – państwo przyszłych Polaków. Ale budowali swoje dziedzictwo z pasją. Wiedzieli, że warto. Ich dziedzice: Mieszko, a potem Bolesław umieli nie tylko to docenić, ale stworzyli coś trwałego, co przetrwało – na razie – ponad już tysiąc lat. W tym, co zbudowali odnajdywać będą swój dom, swoje dziedzictwo także inni, spoza rodziny książęcej, spoza drużyny księcia – ci, których nazwać możemy po prostu mieszkańcami piastowskiego państwa. Tworzyć będą tę więź pracą kolejnych generacji. Są, niemal na pewno, w tej pracy także nasi przodkowie.

Zdawał sobie sprawę, że najmocniejszym argumentem na rzecz spojenia Pomorza z jego państwem będzie udany proces chrystianizacji poprowadzony pod patronatem. (…) Najszybciej, bo w 1122 r. pojawił się na wyspie Wolin biskup Bernard z Hiszpanii. (…) W tym samym roku książę Bolesław wysłał listy do innego misjonarza, którego chciał pozyskać do swoich planów. Był nim biskup Otton z Bambergu. Bolesław znał go z dzieciństwa z Polski, gdzie młody Otton towarzyszył arcybiskupowi gnieźnieńskiemu (…). Polskiemu księciu chodziło teraz o to, żeby biskup bamberski poprowadził misję na Pomorze Zachodnie, włączając nowe „owieczki” do stadła podporządkowanego władzy pasterskiej arcybiskupów gnieźnieńskich (co łączyło się z uznaniem władzy politycznej Piastów), a nie np. magdeburskich czy hamburskich.

Wiemy już, że Bolesław Krzywousty wcześniej pomyślał o tym, jak zapobiec wojnie domowej po swojej śmierci i wysunął najpewniej niedługo po urodzeniu Bolesława Kędzierzawego zasadę senioratu, zaprzysiężoną przez możnych polskiego państwa. Teraz jednak, kiedy miał już wielu synów: pierworodnego, legalnego spadkobiercę Władysława oraz grupę juniorów wraz z matką – musiał z jeszcze większą troską i dbałością o szczegóły swego testamentu pomyśleć o przyszłości swego dziedzictwa. Koronacja królewska, tak jak w przypadku Mieszka II, a potem Bolesława II Szczodrego, groziła konfliktem z możnymi, których korona królewska spychałaby już wyraźnie w dół w stosunku do osoby monarchy.

Zwrot Mieszka w stronę Czech był w tej sytuacji wyborem najlepszym. Rozbijał (ewentualny) sojusz czesko-wielecki, bardzo dla Gniezna niebezpieczny. Pozwalał nawet na wsparcie kolejnych wypraw militarnych Mieszka posiłkami czeskimi. Dawał jego wychodzącemu dopiero z nadnoteckich borów państwu uznanie ze strony księstwa już zaakceptowanego w rodzinie łacińskiej Europy – i to na zasadach równoprawnych, potwierdzonych mariażem córki Bolesława z Mieszkiem. Pozwalał tą drogą – a nie poprzez saskich biskupów i baronów – sięgnąć do źródła wiary chrześcijańskiej. Przyjęcie chrztu oczywiście było decyzją o konsekwencjach najdalszych.

Walka o pamięć o katach i ofiarach, o imperium i prawie do niepodległości mniejszych narodów, walka, jaką toczymy także w Polsce i w Europie, jest ważna po to także, żeby dopomóc zmianom w Rosji.

Kto celem sobie obrał przebydlęcenie ludzkości, ten wprzód Chrystusa wyrugować musi znad powierzchni ziemi i siebie samego bóstwem ogłosić planety.

I tam właśnie, zaraz po uroczystości, no i zupełnie niespodziewanie, odpoczywającego w prywatnej komnacie króla Filipa zarąbał Palatyn Bawarii Otton z rodu Wittelsbachów.

[…] przeznaczeniem Rosji jest przyjmować zawsze wszystko, co przychodzi z Azji, i poddawać się temu, tak samo, jak nieść zgubę każdej rasie lub każdej myśli europejskiej. Jeśli Bizancjum pouczyło Moskwę poprzez schizmę o stosunku człowieka do Boga, to Mongołowie pokazali jej, jak należy kochać ludzkość. Wzrastające pod opieką chanów Złotej Ordy, wielkie księstwo moskiewskie nauczyć się mogło od swoich azjatyckich mocodawców, że rasa ludzka stworzona została tylko dla zadowolenia dumy, namiętności i interesu rządów i że doprowadzenie jej do znikczemnienia stanowi cel ostateczny panowania na ziemi.

Powstanie kościuszkowskie przegrało. Ale został w pamięci zbiorowej wizerunek Naczelnika w chłopskiej sukmanie (...) Został testament tego powstania: wizja budowania ponadstanowego, nowoczesnego narodu.

[…] Ponad 150 tysięcy - rozstrzelanych (nie tylko w 1937-1938), zmarłych w czasie deportacji, zamęczonych głodem w 1932-1933. Nie mniej niż co drugi dorosły mężczyzna został w tej polskiej wspólnocie losu pozbawiony życia. Rozkaz nr 00485, pierwotnie mając obowiązywać 3 miesiące, został przedłużony na blisko dwa lata. Jego zabójcze efekty - przypomnijmy: ponad 111 tysięcy rozstrzelanych na podstawie jednego rozkazu, to jest ponad pięć razy więcej niż w całej operacji katyńskiej - dopełnił cztery dni później wydany kolejny rozkaz Jeżowa. Nosił on numer 00486, a dotyczył rodzin "zdrajców ojczyzny" (nie tylko Polaków). Aresztowania mogli uniknąć tylko ci, którzy wydali swoich najbliższych. Dzieci powyżej 15 roku życia podlegały "dorosłym" represjom. Młodsze miały być kierowane do domów dziecka lub do pracy.

[…] Naród moskiewski nie jest jeszcze zdolny pojąć hasła walki o wolność, to myśl jeszcze zbyt abstrakcyjna w tym kraju, myśl, która nie zdoła przełamać bierności tego ludu. Kiedy pańszczyźniano-urzędniczy ucisk stanie się już nie do zniesienia, chłop rosyjski rozprostuje plecy i rzuci mścić się na swoich ciemiężcach, grabić, niszczyć i wyrzynać. Ale taki krwawy i okrutny bunt jest tylko koniecznym od czasu do czasu oczyszczeniem i utwierdzeniem samodzierżawia. Gdy zemsta zostanie nasycona i gniew ucichnie, chłop sam wyciągnie ręce do carskiego prystawa, by wrócił dawny spokój i porządek, nie jest bowiem zdolny sam stworzyć nowego, innego ładu - [Henryk Kamieński].

[…] "W Petersburgu kłamstwo jest czynem obywatelskim, mówienie prawdy, nawet o rzeczach pozornie najobojętniejszych - to konspirowanie […] Prawda - oto wróg, oto rewolucja; kłamstwo - oto spokój, porządek, przyjaciel ustroju, oto prawdziwy patriota!" […] "Siła despotyzmu tkwi wyłącznie w masce despoty. Gdyby władza została zmuszona do porzucenia kłamstwa, naród byłby wolny".
[…] "Jutro wśród buntu, wśród rzezi, w łunie pożarów, może aż po krańce Syberii, rozlegnie się krzyk: niech żyje wolność! Lud ciemny i okrutny może rozpłatać brzuchy swoich panów, może zbuntować się przeciw swoim ponurym tyranom i zarumienić ich krwią nurty Wołgi, nie stanie się przez to bardziej wolnym: jarzmem jest barbarzyństwo" - [A. de Custine ].

Ta nadzieja stanowi sens kulturowego dziedzictwa, jakie w rozmaity sposób wszystkie niemal, przytoczone w tym rozdziale postaci, od Frycza, Kromera, Hozjusza, Bielskiego, po Reja, Wacława z Szamotuł, Goślickiego, Kochanowskiego – tak wzbogaciły w latach panowania Zygmunta Augusta. Oni uczynili polską myśl i kulturę równoprawnymi uczestnikami europejskiej wymiany, w tak ważnym jej momencie przechodzenia od Renesansu przez reformacyjny kryzys ku nowym pytaniom i wyzwaniom. I oni też nadali tej myśli i kulturze, a zwłaszcza językowi – walor dumnej samodzielności, zdolność porozumiewania z kolejnymi generacjami Polaków. To chyba najważniejsze osiągnięcie owego czasu.

[…] Oszczędza się tych tylko, których okropność więzienia doprowadziła do szaleństwa, albo do samobójstwa, bo w Rosji łaska jest tylko dla szaleństwa, albo dla śmierci…
[…] Straszliwy widok całego narodu spychanego coraz niżej po spadzistości z wyżyn cywilizacji i postępu, po których wznosił się przez dziesięć wieków, na to, by go pogrążyć w barbarzyństwie i pogaństwie! […] Oczywiście, żeby do tego celu dojść, trzeba odjąć temu ludowi to wszystko, co stanowi jego jestestwo. Zatem podkopać w nim podstawę ludzkich społeczeństw, wydrzeć mu z pamięci całą przeszłość a ukraść mu całą przyszłość, wszczepiając straszny zamęt w samo jego sumienie.

Estetyka, jak każda nauka, stara się przede wszystkim ustalić własności rzeczy, które bada: jakie są własności piękna i jakie sztuki, jak piękno działa na ludzi, jak sztuka powstaje i jak się rozwija. Ale stara się także te własności wytłumaczyć: dlaczego piękno w pewien sposób działa, dlaczego sztuka powstała i dlaczego ma takie, a nie inne formy. Działanie piękna estetyka tłumaczy psychologicznie, czasem fizjologicznie, formy sztuki tłumaczy historycznie, czasem socjologicznie.

Wielkie cierpienia zmniejszają wrażliwość na mniejsze, a za to mniejsze dokuczają dotkliwie, gdy nie ma wielkich.