Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty kompozytorów

Zobacz listę kompozytorów

Kompozytorzy wg. narodowości

Bycie producentem nie polega na szarogęsieniu się i mówieniu, że ma się rację i koniec. Bo to nie jest „i koniec”, to jest początek. Nie ma nic gorszego niż niezadowolony artysta, który wychodzi ze studia i pierwsze co mówi to to, że to nie jest płyta jego marzeń i że może następna będzie fajna. Oznacza to, że cały wysiłek poszedł na marne.

Gdybym powiedział, że owszem, jestem prawdopodobnie geniuszem, to dałbym wyraz braku inteligencji, bufonady, a nie geniuszu. Nie myślę o tym. Takim jak ja udaje się łączyć przyjemność bytowania z pasją życia, a jednocześnie stanowi to ich zawód. Idziemy naprzód na tyle, na ile nam drogę oświetla strumień indywidualnej latarki. Nieraz baterie bywają słabsze, nieraz mocniejsze. Jednak nie widzimy dalej, niż pada nasze światło. To życie w niepewności.

Mnie prześladowała własna grzywka. Powstawały dowcipy, np. Ciechowski idzie po pustyni, ledwie zipie, w końcu dochodzi do źródełka, zanurza w nim ręce i… mokrą dłonią poprawia grzywkę. W końcu ją obciąłem.

To, jak wyglądaliśmy i jak zachowywaliśmy się na scenie, było ucieleśnieniem mechanistycznego transu. Żadnego kontaktu z publicznością! Niektórzy nasi fanklubowicze twierdzili nawet, że jesteśmy ufoludami.

To co robię jest niemal niszowe. Nie liczę, że nagle wywalę hit na miarę Budki Suflera, wiem, że to jest niemożliwe. Nie mam umiejętności komunikowania się z tak szeroką publicznością. Z tym trzeba się raz na zawsze pogodzić i traktować to jako specyfikę swojej pracy.

Ja tu nikogo nie wpuszczam. Nagrywam tylko moje produkcje. Powstało tu też dużo sygnałów radiowych, reklam – normalna sprawa dla każdego studia… W przypadku tej płyty mieliśmy komfortową sytuację: mogliśmy zamknąć się w kręgu tylko tych osób, z którymi chcieliśmy pracować. Było nam jak w niebie. Kiedy mieliśmy ochotę, to wychodziliśmy na dwór, robiliśmy sobie grilla, jedliśmy, obok była Lola i jej osiem szczeniaków. Nastrój był niesłychany. Wszystko się udawało. Ja nie wiedziałem, czy w tym studiu można nagrać płytę, i okazało się, że trudno byłoby gdzie indziej zrealizować płytę o takim brzmieniu. Bębny nagraliśmy tylko na dwa mikrofony, z własnym pogłosem pomieszczenia i są to najlepsze bębny na płytach Republiki.

Ja nawet miałem na przełomie liceum i studiów taki opozycyjny epizod. W Toruniu powstała pewna organizacja – totalna amatorka, Filomaci i Filareci byli przy tym super zorganizowani. Biegaliśmy z ulotkami po Toruniu, robiliśmy napisy na murach, potem się cieszyliśmy, gdy przyjeżdżała ekipa i brała próbki farby. Mało tego, ktoś z naszej grupy wpadł, miał rozmowy na SB…

Moja mama mówiła: w dniu, w którym kupiłam ci saksofon, straciłam syna.

Boję się siebie – Urbaniaka. Przysięgam na Boga. Dużo zależy u mnie od samopoczucia. Mam charakter destrukcyjny. Gdybym się nie hamował, to zostalibyśmy tu do wieczora i balowali do rana. A może i dłużej.

W Stanach można mieć tylko dwa. Musiałem się więc zrzec szwedzkiego, żeby zostać przy polskim i amerykańskim. Nie żałuję, bo Szwecja to państwo policyjne numer dwa, zaraz po Szwajcarii. A jak się domyślacie, spokojny to ja nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę.

Pamiętam mój pierwszy plakat: Yehudi Menuhin. Jako młody talent, bardzo obiecujący skrzypek, zostałem nawet wprowadzony na jego koncert. Dostałem od guru autograf.

Ja na wszystkie kobiety patrzę z podziwem. Zwłaszcza w tych dziwnych czasach.

Alkohol i narkotyki od zawsze są kojarzone z artystami, bo dają odlot, odpał, kopa czy inny wymiar… Poza tym artyści są znani, wiec łatwiej widzi się ich uzależnienia, upadki, wpadki. A tak naprawdę sex, drugs i rock’and’roll dotyczą całej tej biednej ludzkości…

Jazz powstał na czarnych plantacjach i w burdelach. Był protestem i wyrazem wolności. Biali ludzie w Europie zintelektualizowali jazz i zaczęli go traktować jako muzykę „trudną”.

Sam jazz jest fuzją Afryki z Europą na terenie amerykańskim. Najważniejszy jest rytm. Jazz jest muzyką rytmiczną. Dla mnie prawdziwy rock&roll skończył się na Jimim Hendriksie. Teraz dużo muzyki brzmi podobnie do rock&roll’a, ale nie ma w sobie tej głębi, korzeni.

Któregoś dnia zadzwonił do mnie ambasador z Talina i powiedział, że był festiwal filmowy i otrzymałem główną nagrodę jako aktor. To była moja najśmieszniejsza nagroda.

Młodzi artyści mają strasznie trudną sytuację, szczególnie w Europie. Jazz, który robiony jest w Europie - w większości wypadków - przestał być jazzem, bo nie ma elementów podstawowych. Brakuje mu korzeni i solidnego rytmu. Niektórzy eksperymentują i to jest ok. Czasami występy europejskich zespołów brzmią jak wstęp do czegoś, co nigdy nie nastąpi. Wielu słuchaczy mówi, że nie rozumie jazzu. Jak mogą go rozumieć, skoro sami muzycy do końca go nie rozumieją. Jazz to jest ruch, rytm, emocje, uniesienie. Wystarczy posłuchać obojętnie której płyty Milesa Davisa. Tam się zawsze coś dzieje.

Całe życie byłem niegrzecznym chłopcem. Granie jazzu było kiedyś protestem. Często pokazywaliśmy środkowy palec - na przykład komunie. Prowadziliśmy protest bez słów. W pewnym momencie jazz był zakazany.

Ktoś świetnie w jakimś wywiadzie powiedział, że kiedyś ludzie chcieli wchodzić na drabinę rozwoju. Teraz od najważniejszych i najbardziej utalentowanych ludzi wymaga się, by schodzili na dół i byli na poziomie tych, którzy stoją pod drabiną.

Nie mogę zaznać spokoju. Jazz jest całym moim życiem. Dzięki niemu znalazłem się w Nowym Jorku. Chciałem się tam znaleźć nie po to, by odnieść jakiś sukces, ale po to, by pojechać do korzeni i się sprawdzić.