Cytaty i aforyzmy ❤ Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty dziennikarzy

Zobacz listę dziennikarzy

Dziennikarze wg. narodowości

Śmierć latała ze mną podczas wojny przycupnięta na siedzeniu mojego spitfire’a, towarzyszyła mi też, gdy rozwścieczone fale były w zmowie z wiatrem i czyhały na chwilę słabości kruchej żaglówki. Śmiertelne zagrożenie przynosiły mi polowania na dzikie zwierzęta i wizyty wśród wrogich i pierwotnych plemion indiańskich. Śmierć kryła się w kulach rabusiów, w zatrutych strzałach, w pełnych jadu zębach węży. W dziewiczej selwie, na drogach i bezdrożach, w wodzie i w górach miałem szansę walczyć ze śmiercią. Na kulę mogłem odpowiedzieć kulą, a furię Przyrody mogłem pokonać mięśniami, zręcznością i pomysłowością. Tutaj, w selwie żelaza i betonu, czułem się bezradny, nie znałem dostatecznie świata kłamstw.

Dzisiaj koka nie ma smaku, już nie pora na pracę. Za trzy dni bardzo chętnie cię przewieziemy. To nasz obowiązek, ale dzisiaj koka nie smakuje, straciła smak!

Jeszcze raz mogłem się przekonać, że jednak kobiety mają zawsze rację. Pozorny kaprys mojej żony uratował życie dwóm ludziom!

Może się okazać, że wojna na Ukrainie to wielki teatr. Cały czas obserwuję nieścisłości na scenie, jakby to była źle napisana sztuka.

Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki.

Błoto jest bardzo fotogeniczne, bo wyciąga seks.

Bardziej kocham ten kraj i zrobiłem dla niego o wiele więcej niż najbardziej wyrazisty nacjonalista ze wszystkim, co ma na sobie: dresem, koszulką i tatuażem małego powstańca na łydce.

Moje serce powoli umiera. (...) Nie trzeba bić, masakrować, przypalać żywym ogniem, aby zabić. Nie trzeba noża, kuli czy pętli na szyi. Są słowa, które — jak kula — rozrywają serce w drobny mak!

Kłaniam się ludziom, którzy prowadzą wielkie biznesy, tworzą miejsca pracy i zmieniają świat. Ale to demoralizujące, gdy osoby utrzymywane z publicznych środków, gromadzą miliony.

Nasze hasło: „Przyjaźń, Miłość, Muzyka” to najlepsze lekarstwo na hejt. Jeżeli ustawisz sobie w głowie takie kategorie, to pewne rzeczy eliminujesz.

Niektórzy próbują umniejszać nasz sukces, mówiąc, że to, co zbiera Orkiestra, to pikuś przy budżecie służby zdrowia. Tylko, że nasze 210 milionów zamieni się w bardzo konkretną pomoc.

Spełniony to może być ktoś, kto czuje, że zrobił już wszystko, co chciał. To nie o mnie. Mnie są potrzebne nowe wyzwania.

Ja wierzę w sens zasady: traktuj innych tak, jak byś sam chciał być traktowany. Kocham ideę społeczeństwa obywatelskiego, bo ludzie czują się w nim szanowani, wiedzą, że mają wpływ na świat wokół, a wtedy bardziej im się chce – reagować, działać, angażować się.

Porzućcie myślenie, że lider ma ludzi kontrolować i pilnować. Lider ma umieć zbudować zmotywowany zespół, pokazać cele, które uruchomią energię, a potem ufać zespołowi, powierzać mu odpowiedzialność, dawać poczucie sprawczości. Wtedy dopiero jest liderem, a nie grającym na siebie szefem solistą.

W pracy z misją im więcej robisz, tym bardziej ładują ci się akumulatory.

Fundacja powstała bardzo przypadkowo, ponieważ w telewizji lekarze z Warszawy zbierali pieniądze na jedno urządzenie do Centrum Zdrowia Dziecka. Ja pracowałem wtedy w radiu, więc tam to powtórzyłem. Okazało się, że ludzie bardzo się zainteresowali, więc wysyłali pieniądze. Potem te pieniądze przekazałem lekarzom. A jak ich poznałem, to okazali się być bardzo fajnymi kolesiami i zaczęliśmy myśleć o zrobieniu czegoś więcej.

Byłoby idiotyzmem, gdybyśmy opinię na temat szczerości naszych działań mieli budować w oparciu o wielokrotność udzielanej pomocy. Nawet ten jeden, jedyny raz w roku, w ciągu dziesięciu lat, czy nawet w ciągu całego życia, zasługuje na szacunek. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest wspaniałym dowodem na to, że ludzie często zaczynają od jednorazowego wsparcia jakiejś akcji społecznej, a później ten ich odruch serca przekształca się w codzienne zaangażowanie.

„Róbta, co chceta” to była nazwa mojego programu telewizyjnego z lat 90., bo rzeczywiście mogłem w nim robić, co chciałem. (…) Pełny odlot. Dzisiaj wyglądałoby to poczciwie, ale w ówczesnej telewizji było czymś świeżym. I trafialiśmy w estetykę młodych ludzi. Tymczasem „Róbta, co chceta” ze zgrozą powtarzane jest przez krytyków Orkiestry, chociaż ja tego hasła nie używam.

Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, "Wkurzam, choć wkurzać nie chcę", „Gazeta Wyborcza”, 14–15 stycznia 2012 r.
o sobie
strona cytatu

Pielęgnuje w sobie tę naiwność. Dzięki niej mogłem zająć się działalnością charytatywną, która wymaga zaufania do innych ludzi. Gdybym węszył w ludziach szwindel i złe intencje, nic bym mądrego w życiu nie zrobił. Naiwność czasem kosztuje, bo ktoś cię może zrobić w bambuko, ośmieszyć, zdradzić. Ale tę cenę warto zapłacić. Dużo większe koszty psychiczne ponosi się, tropiąc w ludziach zło. To paraliżuje wolę działania.

Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Wkurzam, choć wkurzać nie chcę, „Gazeta Wyborcza”, 14–15 stycznia 2012 r.
o sobie
strona cytatu

Nasze koszty własne nie przekraczają 10 procent wszystkich wpływów. I żeby było jasne – tych 10 proc. nie bierzemy z puszek, tylko zarabiamy na odsetkach, lokatach i dostajemy od sponsorów. Wszystkie pieniądze zebrane w Finale idą na sprzęt.

Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, "Wkurzam, choć wkurzać nie chcę", „Gazeta Wyborcza”, 14–15 stycznia 2012
pochwalne
strona cytatu