Siadywała zawsze przy oknie i udawała, że jej wzrok jest czymś materialnym - powiedzmy, jak pędzel, jak miękki wysięgnik, który może dotknąć każdą widzianą rzecz i nawet zostawić na niej swój ślad - rodzaj znaku czy pieczęci, żeby oznaczyć raz na zawsze to, co się zobaczyło.
Takie patrzenie jest ciężką pracą, trzeba być przecież świadomym każdego detalu, uwaga musi być skoncentrowana i napięta jak struna, i na dodatek trzeba to poświadczyć słowem, najkrótszym z możliwych, ale i najmocniejszym: trzeba powiedzieć "tak" wszystkiemu, co się widzi. Tak- słup telegraficznym, tak- biały szlaban przy przejeździe i dwa samochody, tak, tak, domek dróżnika, czerwona czapka z pomponem, pies, rów, samotne drzewo w polu, stara opona, wszystkiemu tak. Nie można oszukiwać. Jeżeli przerwie się niespodziewanie ten proces, świat na zewnątrz, krajobraz widziany z pociągu, może się zepsuć i zawalić. To jest bardzo odpowiedzialne. Inni ludzie, oczywiście, nawet się nie domyślasz, że mała dziewczynka siedząca przy oknie utrzymuje porządek świata. Myślą, że porządek jest i już, jest dany przez Boga, i nic mi nie grozi. I nigdy nie przyszłoby im do głowy, że zawdzięczają swój spokój temu dziecku.