- Przyjacielu - rzekł - cuchniesz winem i zawadzasz mi.
I tak mówiąc, wbił mu w pierś aż po rękojeść krótki mieczyk, w który uzbroił się, wychodząc z domu, po czym, wziąwszy pod rękę Winicjusza, mówił jak gdyby nic nie zaszło.
Na mą cześć, przyjacielu, nie masz tego wszystkiego, o czem mówisz: nie ma diabła, nie ma piekła.
Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość.
Ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła.