Jak wszyscy w tamtej epoce był uzależniony od Wydziału Prasowego Komitetu Centralnego. Ale na szczęście się złożyło, że pewien sekretarz wydziału miał 10-letniego synka. Zadzwonił do redakcji, że moje komiksy mu się podobają: „można drukować, to jest nawet pożyteczne".
