Florentynka zawsze odnosiła się do zwierząt z szacunkiem, jak do ludzi. Rano mówiła im "dzień dobry", a gdy stawiała miski z mlekiem, nie zapominała powiedzieć "smacznego". Mało tego, nie mówiła o nich "psy" czy "koty", bo brzmiało to tak, jakby mówiła o przedmiotach. Mówiła "psowie", "kotowie", jak Malakowie czy Chlipałowie.