Całe zdarzenie zaintrygowało mnie: włóczędzy zachowywali się bowiem inaczej niż zachowują się na co dzień. Bez śladu znikła ich nikczemna, kundla wdzięczność, z jaką zwykle przyjmują jałmużnę z dobroczynności. Wyjaśnienie było proste: liczebnie przewyższaliśmy wiernych toteż się ich nie baliśmy. Ktoś, kto przyjmuje pomoc praktycznie zawsze nienawidzi swojego dobroczyńcy.
