Brad podszedł do buicka, ostrożnie zbliżył się do niego od strony pomp (kierowca zaparkował niedbale, zostawiwszy mnóstwo miejsca pomiędzy samochodem i pompami), przesunął dłonią po chromie i gładkim lakierze. Dotyk był raczej wyrazem podziwu niż bezczelności, choć trochę nieszkodliwej bezczelności mogło w nim być. Bradley był wtedy młodym mężczyzną, zawadiackim jak to młodzi.
