Ale sądząc po dobiegającym z kuchni brzęku garnków można było przypuszczać, że Behemot znajduje się właśnie tam, swoim zwyczajem udając głupiego.
(Gargantua) chował się przed deszczem pod rynnę, kuł żelazo, kiedy wystygło, myślał o niebieskich migdałach, łowił ryby przed niewodem, mówił hop, zanim przeskoczył, mur przebijał głową, drapał się, gdzie go nie swędziało, budował domy na piasku, zaglądał w kuchni do garnków, łaskotał się, aby się pobudzić do śmiechu, podkuwał żabom nogi, sypał wróblom soli na pośladek, opasywał się siekierką, podpierał się workiem, studnie stawiał na piecu, wodę czerpał przetakiem, ryby łowił widłami, sarny strzelał makiem, psuł papier, bazgrał po pergaminie, rachował się bez gospodarza, chwytał dwie sroki za ogon, szukał wiatru po świecie, darowanemu koniowi zaglądał w zęby, pierdział wyżej niż dziura w zadku. Czekał aż mu pieczone gołąbki wpadną same do gąbki, troskał się o zeszłoroczny śnieg, szukał dziur na całym.
Bond to dla mnie rzecz święta. Wychowałem się na tych filmach i dla mnie ciągle pełne są one niesamowitej magii. Gdybym zobaczył, jak to wygląda od kuchni, magia zniknęłaby bezpowrotnie. Dlatego masz moje słowo: owszem, kupię bilet na każdy następny film z agentem 007, choćby i za ostatnie pieniądze, ale sam nigdy w życiu go nie zagram.
Komponowanie jest jak gotowanie. Miesza się różne składniki, żeby wyszedł smaczny utwór. I tak jak w kuchni: czasem "mniej" znaczy "więcej".
Wcześniej już organizowałem koncerty dla idei.... żeby było coś! I h*ja z tego miałem. Robiłem je w dawnym Mefisto ale niewiele ludzi przychodziło na te imprezki. Teraz gdy pomyślałem, pie*dole nie robię dla idei! Zrobię dla hajsu o dziwo na pierwszym koncercie mieliśmy fajną frekwencje a następna impreza zapowiada się jeszcze lepiej sądząc po przedsprzedaży. Więc morał jest jeden. Trzeba robić dla hajsu!
Po raz pierwszy poznałem tajniki prawdziwej kuchni ponad dwadzieścia lat temu. [...] Przemierzyliśmy niemal całą Francję, dając ponad sto przedstawień. Pan Barel, organizator tournée, znał w każdym mieście wszystkie znaczące restauracje. To była inicjacja kulinarna udzielona mi przez konesera.
Kuchnie wielkich restauracji to miejsca niezwykłe. Radzę każdemu, jeśli tylko ma okazję, żeby pozdrowił szefa kuchni. Obok pieca zawsze znajduje się stół. Zasiada przy nim szef kuchni, który jada ze swoją rodziną lub przyjaciółmi i obserwuje pracę brygady pomagierów. To jest to! Uwielbiam ten balet i kuchennych tancerzy, którzy pracują w pozornym bałaganie. Mimo to wszystko jest obliczone co do milimetra i co do sekundy.
W kuchni jak w soczewce skupia się historia dziejów danego regionu – migracji, polityki, powstawania i upadania monarchii.
Rozpowszechnienie się węgierskiej kuchni opartej na papryce było wynikiem blokady kontynentalnej z czasów wojen napoleońskich, gdy Francuzi zarządzili embargo na towary z angielskich kolonii, które nie mogły przypływać do Europy. "Ofiarą" tej polityki padł m.in. pieprz.
Warszawa ma kuchnie z całego świata, tylko Berlin i Londyn mogą pod tym względem konkurować.
Wypadło mi się zatrzymać w Katowicach, gdyż na dworcu w Krakowie źle mnie poinformowano, i trzy godziny mam czasu. Zwiedzam więc Katowice. Jest to wielkie miasto malutkie. Zupełnie brzydkie i głupie, ale praktyczne, eleganckie i mądre, dziewczęta ładne, głupiuteńkie, sądząc z wyrazu twarzy.