Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Bolesław Prus

Bolesław Prus cytaty

Bolesław Prus (ur. piątek, 20 sierpnia 1847; zm. niedziela, 19 maja 1912) przeżył 64 lata, 8 miesięcy i 29 dni

Polski pisarz, prozaik, nowelista i publicysta okresu pozytywizmu, współtwórca polskiego realizmu, kronikarz Warszawy, myśliciel i popularyzator wiedzy, działacz społeczny, propagator turystyki pieszej i rowerowej. Jeden z najwybitniejszych i najważniejszych pisarzy w historii literatury polskiej.

Strona numer 10

Pastor pokiwał głową i wyciągnął rękę w kierunku sadzawki, na której każdy rzucony przedmiot wytwarzał coraz szersze koła.
- Czy widzisz, Gotliebie, te fale?...-pytał fabrykanta.-Widzisz, jak one rosną i płyną coraz dalej?...
- Tak się zawsze robi-odparł Adler.-Cóż w tym dziwnego?
- Masz racją-rzekł pastor.-Tak się robi zawsze i wszędzie: na sadzawce i w naszym życiu. Kiedy złe czy dobre upadnie na świat, powstają około niego fale coraz większe i idą dalej a dalej...
- Nic nie rozumiem!-przerwał Adler pijąc flegmatycznie wino z kielicha.
- Zaraz ci wytłomaczę, tylko nie gniewaj się.
- Ja się na ciebie przecie nigdy nie gniewam-odpowiedział fabrykant.
- Otóż, widzisz jest tak. Ty źle wychowałeś syna i rzuciłeś go w świat jak ten patyk w wodę. On narobił długów, i to jest pierwsza fala. Ty zniżyłeś płace robotnikom i oddaliłeś lekarza, a to jest druga fala. Śmierć Gosławskiego-to trzecia. Nieporządki w fabryce i opisy w gazetach-czwarta. Wypędzanie robotników, procesy-to piąta fala...A jaka będzie szósta i dziesiąta?...
- Nic mnie to nie obchodzi!-rzekł Adler.-Niech sobie twoje fale idą w świat i trapią głupich, mnie nic do tego...Pastor rzucił korek przy brzegu sadzawki i znowy wskazał go tkaczowi.
- Patrz, Gotliebie! Niekiedy dziesiąta fala odbija się od brzegu i wraca...tam skąd wyszła.

Natura miewa kaprysy i - analogie - dodał. - Motyle istnieją także w rodzaju ludzkim: piękna barwa, latanie nad powierzchnią życia, karmienie się słodyczami, bez których giną - oto ich zajęcie. A ty, robaku, nurtuj ziemię i przerabiaj ją na grunt zdolny do siewu. Oni bawią się, ty pracuj; dla nich istnieje wolna przestrzeń i światło, a ty ciesz się jednym tylko przywilejem: zrastania się, jeżeli cię rozdepcze ktoś nieuważny.

No, ale rozum, panie Wokulski, przychodzi kobietom dopiero około trzydziestego roku.

Podróżnicy nie mówią komplimentów, gdyż wiedzą, że pod każdą szerokością jeograficzną komplimenta dyskredytują mężczyznę w oczach kobiet.

Potem wniesiono nowe szklanki ponczu i zaczęły się opowieści.

Dziwna bowiem jest natura ludzka: im mniej sami mamy skłonności do męczeństwa, tym natarczywiej żądamy go od innych.

Była to jedna z tych chwil, kiedy natura hamuje swoje wielkie siły i zawiesza odwieczne prace, ażeby uwydatnić szczęście istot drobnych i znakomitych.

I niechże mi teraz dowodzą, że na świecie jest coś niepotrzebnego.

I wiesz pan, com poznał?...Oto oni mają takie wyobrażenie o nauce jak gęsi o logarytmach.

Do diabła! - zakończyłem uderzając szklanką w stół - można ponosić ofiary mając z czego, ale nie można pozwalać na maltretowanie siebie...

Spełniony obowiązek powinien coś przynosić człowiekowi, gdyż inaczej byłby ofiarą, której nikt od nikogo nie ma prawa wymagać.

Słowo, zapamiętaj to, władco, jest jak kamień rzucony z procy; gdy trafi na ścianę, odbije się i zwróci przeciw tobie samemu...

My, widzisz, Polacy, zawsze robimy projekta nie zgromadziwszy środków, a nawet nie pytając, czy w ogóle nasze środki wystarczą. No i tak też nam się wiedzie w życiu.

Pokaż mi pan jedno miasto, w którym nie ściskano by sobie mózgów jakimiś dogmatami, a - zrobię je stolicą świata i kolebką przyszłej ludzkości...

Cukrownia będzie przekształcała materiały prawie tak samo, jak robią to zwierzęta i rośliny. Przez jedną bramę będziecie do niej wozić: buraki, węgiel, wapno i tak dalej. Te buraki opłuczecie wodą jak śliną, rozetrzecie je na miazgę żelaznymi zębami, wyciśniecie z nich sok...W innym aparacie, który, mówiąc nawiasowo, jak nasze płuca będzie pochłaniał mnóstwo tlenu, poddacie buraczany sok podniesionej temperaturze...Potem będziecie go łączyli z wapnem, węglem, będziecie przeciskali przez walce centryfugalne, a nareszcie odparujecie i odlejecie w formy cukier, który – wyjedzie na świat drugą bramą.

Zdawało mu się, że pękły w nim wszystkie nici łączące go z ludźmi, że są mu obojętni, że go nic nie obchodzi, co ich obchodzi.

Ciężki los, kiedy życie schodzi tylko na chronieniu życia!..

Z konieczności połączymy się z waszym ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada...Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach...

Daje pieniądze, więc jest ostrożny. Dopóki dawał tylko słowo, był śmielszy!…

- ...Tęsknota.
- Za czym?
Wokulski drgnął.
- Za czym? No...za wszystkim...za krajem...
- Dlaczegożeś nie wracał?
- A cóż by mi dał powrót?...Zresztą - nie mogłem.
- Nie mogłeś? - powtórzył Ignacy.
- Nie mogłem...i basta! Nie miałem po co wracać...

Galeria - kliknij aby powiększyć