Strona numer 4
Widziałem raz żywy symbol triumfu człowieka. Stał już nad przepaścią i zrobił wtedy w nią siusiu.
W swej skromności uważał się za grafomana, a był donosicielem.
Sprawa była tak przezroczysta, że wszyscy sobie o nią łeb rozwalali.
Miałem go zawsze za lwa, ale gdy go zobaczyłem na czworakach, poznałem, że nim nie jest.
I jak tu nie być optymistą. Moi wrogowie okazali się takimi świniami, jak przewidywałem.
Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem tego, stałem się pisarzem.
Były dwie możliwości: albo stanąć na gruncie ich zasad, albo zawisnąć nad nimi.
Zawsze bowiem dążymy do rzeczy zabronionych i pragniemy tego, czego nam odmówiono.