Religia jest rzeczą bardzo prostą; po pierwsze, należy kochać Boga i służyć Jemu; po drugie należy kochać bliźniego i również jemu służyć.
Alfred Whitehead mówił, że religia to najgłębszy rodzaj lojalności wobec świata. Herezja zaś – dodałabym – to najgłębszy rodzaj kontestacji. Każda herezja niesie ze sobą jakąś ideę zmiany świata. Dekonstrukcja obowiązującej wiary natychmiast prowadzi do nowych projektów na życie i istnienie społeczeństwa, do rewindykacji starych pojęć i zastąpienia ich nowymi.
(...) ludzkość jest niepodzielną całością. Ziemia jest niepodzielną całością. Politycy nie lubią jednak takich koncepcji. Prezydenci i premierzy mogą istnieć tylko w świecie podzielonym na państwa. Ogólnie rzecz ujmując, istnieje tylko jedna religia. Tymczasem papieże, szankaraczarjowie, ajatollahowie mogą egzystować jedynie w świecie wielu tradycji religijnych.
(...) żadna religia nie popiera niekontrolowanego umierania, tymczasem normy religijne i społeczne na całym świecie sprzyjają niekontrolowanemu rozmnażaniu.
Prawie wszystkie religie uznają Stwórcę i uczą Go uwielbiać. Różnią się one przeważnie tylko charakterem stosunków, jakie ustaliły pomiędzy Bogiem a jego tworami. Chrześcijanie wierzą, że Jezus Chrystus zechciał żyć między ludźmi, aby dać im poznać, że Bóg jest cały miłością i że ofiary takie, jakie składano w starych religiach, są Dlań mniej przyjemne, niż ofiarowanie samego siebie.
Cześć Bogu, cześć naszym bliźnim i cześć samemu sobie, jako Słudze Bożemu jest podstawą każdej religii.
(…) cudem nad cud (…) jest jak niektórzy nauczyciele zaniedbali ten (tzn. studium przyrody) łatwy i niezawodny instrument wychowania i toczyli walkę o to, by narzucić kształcenie na podstawie Biblii jako pierwszy krok mający doprowadzić niespokojnego, pełnego życia chłopaka do myślenia o sprawach wyższych.
(…) ateiści utrzymują, że religia, której trzeba się uczyć z książek napisanych przez ludzi nie może być prawdziwa. Wydaje się jednak, że nie dostrzegają oni, iż poza drukowanymi księgami (…) Bóg dał nam jednocześnie do czytania wielką Księgę Natury; i nie mogą oni twierdzić, że tam tkwi nieprawda – stoją wobec faktów (…) Nie sugeruję studium jako formy obrzędu, czy namiastki religii, ale zachęcam do traktowania rozumienia przyrody jako kroku, w pewnych przypadkach zbliżających do religii.
Jeśliby religia była bardziej traktowana jako konieczność w codziennym życiu, nie straciłaby niczego ze swej godności, a zyskała większe poparcie.
Chrystianizm jest zgeneralizowaną mutacją judaizmu, przystosowaniem struktury systemowej do wszystkich możliwych istnień ludzkich. To było własnością judaizmu czysto strukturalną - już na wyjściu. Nie można przeprowadzić analogicznej operacji na buddyzmie, ani na braminizmie nie mówiąc już o nauce Konfucjusza. Tak więc decyzja zapadła wtedy, gdy powstał judaizm - kilka tysięcy lat temu.
Ksiądz Proboszcz: Nie mam nic przeciw wolności sumienia, niech sobie będzie ateistą w swoim domu. Ale do kościoła powinien od czasu do czasu zaglądać.
O źródle religii - właściwym wynalazkiem założycieli religii jest najpierw: nakaz określonego sposobu życia i codzienności obyczaju, ktory działa jako kształcenie woli i usuwa zarazem nudę; następnie: nadanie temu właśnie życiu interpretacji, dzięki której wydaje się ono opromienione najwyższą wartością tak, że staje się odtąd dobrem, za które się walczy, a w danym razie oddaje się życie.
Ludzie, którym życie codzienne wydaje się za próżne i za monotonne, łatwo stają się religijnymi: to jest zrozumiałe i do wybaczenia; tylko nie mają żadnego prawa wymagać religijności od tych, którym życie codzienne nie upływa pusto i monotonnie.
Dar języków był tak pospolity w Kościele pierwotnym, że święty Paweł zaleca swoim uczniom, aby tym darem nie szafowali zbytnio. Kościół wieków średnich widział jego przykłady. Święty Bernard głosił wyprawę krzyżową po łacinie i porywał całe rzesze, chociaż nie rozumiały ni słowa z języka, którym mówił. Święty Franciszek Ksawery nauczał Indów, zanim się dobrze nauczył ich mowy: zanim jeszcze się odezwał, tłum uznawał w nim apostoła. Pius V nawrócił wielu protestantów nie przemówiwszy do nich ni słowem, samym tylko ukazaniem się w ich obecności (powiada to historyk protestancki Ranke). Nie można nawrócić człowieka, nie oddziaływając na jego ducha; zatem święty papież oddziaływał, zanim przemówił. Dawał słyszeć słowo, które nosił w sobie – nie wypowiadając go. Był zaiste tym, co poeta Garczyński nazywa żywą połową słowa.
I tak jak te trzy pierścienie, tak są i trzy religie. A kto się w jednej urodził, powinien wziąć dwie pozostałe jak dwa pantofle i w nich iść do zbawienia.
Chyba na tym polega modlitwa - spokojnie sobie pomyśleć, nic nie chcieć, o nic nie prosić; po prostu zrobić porządek we własnej głowie.