- W takim razie wolałabym, żeby zwracał się pan do mnie po imieniu, jak do panny Lovelace - zaproponowała Tessa, czując, że krew napływa jej do twarzy.
Will spojrzał na nią twardo, potem się uśmiechnął. Jego niebieskie oczy zabłysły.
- Więc tak samo musi się pani zwracać do mnie, Tesso.
Nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad swoim imieniem, ale gdy Will je wymówił, było tak, jakby usłyszała je po raz pierwszy. Twarde T, pieszczota podwójnego S, koniec na bezdechu. Jej oddech też był krótki, kiedy powiedziała cicho:
- Will.
- Tak? - W jego oczach znowu pojawiło się rozbawienie. Tessa uświadomiła sobie z konsternacją, że wcale nie chciała zadawać mu żadnego pytania, tylko wypowiedzieć na głos jego imię.
