Opróżniłem szklankę jednym haustem. Czułem się dziwnie. Jakby nic nie było ważne. Pani Śmierć. Śmierć. Celinę. Ta cała zabawa mnie wypompowała. Straciłem werwę. Istnienie było nie tylko absurdalne, stanowiło ciężką harówę. Wystarczy pomyśleć, ile razy człowiek musi zmieniać w ciągu życia bieliznę.
