- Na wojnę zawsze starcza wszystkiego, na pokój nigdy.
Już od pierwszej jazdy pociągiem z Pennsylvania Station na komisję poborową na Long Island doznałem w wojsku poczucia roztopienia się w tłumie i braku osobistego znaczenia i ku własnemu zdziwieniu powitałem je z zadowoleniem. Stałem się częścią kierowanego przez innych stada i z ulgą stwierdziłem, że wszystko zostało za mnie postanowione, że mówią mi, co mam robić i robię to samo, co cała reszta. Czułem się lekki i bardziej wolny niż w cywilu. A kiedy dobiegł końca okres wstępnej adaptacji, miałem więcej wolnego czasu i poczucie większej swobody.
