– Moje uczucie bierze pani za komedię?... Przekonam panią, że to nie komedia, przekonam!...
– Dobrze, ale jutro na Bielanach – przerwała podając mu rękę na pożegnanie i nucąc jakąś piosnkę poszła do garderoby.
Kotlicki patrzał za nią pożądliwie, gryzł usta i burzył się ze złości.
– Komediantka! – szepnął w końcu, wychodząc z teatru.
