Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był nie popełniać? Czyż pomimo doskonałości
naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie, że Jest to — Prawo?
Któż wynajdzie analfabet, by się móc porozumieć z analafabetami?
Jest to po prostu nikczemny dureń i ten nikczemny dureń nie może być ministrem polskiego rządu.